Przy murach byłego kaliskiego więzienia złożono kwiaty i zapalono znicz. W czasie Stanu Wojennego do kaliskiego zakładu karnego trafiali działacze Solidarności. Nadal nie wiadomo, ilu zostało internowanych.
Jak mówi szef kaliskiej Solidarności Bernard Niemiec, naszym obowiązkiem jest pamiętać o wydarzeniach 13 grudnia 1981 roku:
Co roku spotykamy się tu, przed kaliskim więzieniem, by uczcić pamięć tych wszystkich, którzy byli osadzeni, represjonowani i więzieni tutaj w kaliskim więzieniu. Dla nas, dla Solidarności to bardzo ważne wydarzenie. W tym czasie, w tym trudnym czasie kiedy ówczesne władze komunistyczne wypowiedziały wojnę Polskiemu Narodowi, wtedy ci ludzie poświęcili wszystko co najlepsze - swoje zdrowie, życie dla wolnej, niepodległej i demokratycznej Rzeczpospolitej Polskiej
- mówi Bernard Niemiec.
Wieczorem w kościele oo. Jezuitów w Kaliszu odbędzie się Msza św. w intencji Ojczyzny i ofiar Stanu wojennego.
W tym dniu musimy także pamiętać o ofiarach stanu wojennego, które nie ucierpiały bezpośrednio w wyniku jego wprowadzenia. Tak w Lesznie mówił podczas kolejnej rocznicy wprowadzenia stanu wojennego wiceszef wielkopolskiej "Solidarności" Karol Pabisiak. Jak zwykle leszczynianie hołd ofiarom stanu oddali przy pomniku "Ludziom Solidarności".
Pamiętamy o ofiarach pacyfikacji, internowania czy różnych demonstracji, a zapominamy o tych, którzy ucierpieli pośrednio - podkreślał Karol Pabisiak.
Jak pamiętamy z 12 na 13 grudnia wyłączono telefony, wyłączono łączność. I to służbom ratującym zdrowie i życie - strażakom i służbom medycznym. Wiele było ofiar związanych z tą niemożliwością dodzwonienia się do służb. Taki przypadków było wiele, my o nich mówimy. Ktoś miał rozległy zawał, nie mógł się dodzwonić i umarł. To też jest ofiara stanu wojennego
- mówi Karol Pabisiak.
Dzisiaj w Rawiczu z okazji 41 rocznicy wprowadzenia stanu wojennego odbyło się symboliczne odsłonięcie i poświęcenie ronda im. Bronisława Lachowicza, byłego burmistrza tego miasta, internowanego i represjonowanego działacza pierwszej "Solidarności".
Udziałem we mszy w intencji ofiar stanu wojennego 41. rocznicę jego wprowadzenia upamiętnili rano mieszkańcy Środy Wlkp. Po nabożeństwie delegacje samorządowców i lokalnych organizacji oraz służb mundurowych złożyły kwiaty i zapaliły znicze pod tablicą upamiętniającą wizytę kardynała Karola Wojtyły, późniejszego papieża, w Środzie Wlkp. w 1968 roku.
Tablica wisi na murze średzkiej bazyliki. "Nawet w mniejszych miastach stan wojenny budził strach" - powiedziała nam wiceburmistrz Środy Maria Mieszczak:
- Byłam wtedy młodą osobą i nie ma przełożenia z tym, co się dzieje dziś na Ukrainie, ale to były okrutne czasy. Nigdy nie wiedzieliśmy, kto do nas do drzwi zapuka, czy nie wezmą naszych bliskich.
- Kwiaty złożyliście tu, po tablicą upamiętniającą wizytę kardynała Karola Wojtyły w Środzie Wlkp.
- Tak, oczywiście! Dzięki niemu chyba łatwiej nam było przetrwać stan wojenny, wzniecił taką wiarę, ducha, wspierał nas!
- mówiła w rozmowie z naszym reporterem wiceburmistrz Środy.
Maria Mieszczak przypomina, że Karol Wojtyła, już jako papież, odwiedził Polskę podczas stanu wojennego, w 1983 roku.
Pilanie uczcili pamięć ofiar stanu wojennego przy „kamieniu Solidarności”. Tam złożono wiązanki i zapalono symboliczne znicze. W uroczystościach rocznicowych wzięli udział samorządowcy i działacze „Solidarności”, w tym osoby internowane.
"Dziś, mimo że to już 41. rocznica wprowadzenia stanu wojennego, my wciąż pamiętamy i będziemy pamiętać, dla bohaterów tamtych dni, ale też młodzieży, która musi znać historię" – mówił przy kamieniu prezydent Piły Piotr Głowski.
Dla tych, którzy dzisiaj dorastają, młodzieży, to wydarzenia również historyczne, jak druga wojna światowa. Dlatego niezmiennie należy o tym przypominać, niezmiennie mówić o tym, że zdarzyło się tak, iż Polak wystąpił przeciwko Polakowi. Musimy też przypominać, że były osoby, które musiały zginąć bądź trafiły do więzienia, by nigdy to się już więcej nie powtórzyło
- podsumowuje Głowski.
Franciszek Langner, były przewodniczący „Solidarności” w Zakładach Sprzętu Oświetleniowego Polam w Pile, wspomina, że chwilę po wprowadzeniu stanu wojennego był już w więzieniu we Wronkach.
Trzy minuty po północy zostałem zabrany z domu przez funkcjonariuszy SB. Zapłaciliśmy wysoką cenę, ale musieliśmy ją zapłacić. Siedziałem właściwie w pięciu więzieniach, tyle, tak to wyglądało w moim przypadku
- mówi Franciszek Langner.
"Solidarność" przegrywając - zwyciężyła - mówi Lech Stefaniak - prezes Stowarzyszenia Internowanych, Więzionych i Represjonowanych w stanie wojennym w Koninie. W czterdziestą pierwszą rocznicę wprowadzenia stanu wojennego znalazł się on w licznej grupie osób upamiętniających ten dzień - składając kwiaty pod obeliskiem konińskiej Solidarności.
Ubywa świadków tych zdarzeń, a trzeba dbać o tę historię
- mówi Lech Stefaniak.
"Ludzie odchodzą a z nimi pamięć, dlatego to, co nagramy, zapiszemy, co opublikujemy, to zostanie. No i zostaną efekty" - dodaje prezes Stowarzyszenia Internowanych, Więzionych i Represjonowanych w stanie wojennym w Koninie.
Prof. Leszek Nowak - wielki przyjaciel "S" jest autorem takiego paradoksu, że zwycięskie rewolucje to jedynie te, które są przegrane. Wygrane rewolucje zmieniają się w swoje przeciwieństwo. Rewolucja francuska, która miała na sztandarach "Wolność, Równość, Braterstwo" - była potężną rzezią. Ludobójstwo w Wandei było efektem wygranej rewolucji. Solidarność to jest przegrana rewolucja i dzięki temu są pozytywne tego efekty, bo choć nie wszystko osiągnęliśmy, co chcieliśmy, to jednak - żyjemy w innym kraju
- mówi Stefaniak.
"Cieszy obecność tak wielu środowisk pod tym obeliskiem, ale my - jak weterani "S" chcielibyśmy o tych wydarzeniach mówić częściej, niż tylko raz do roku. Szkoda, że na lekcje historii nie zapraszają nas szkół" - mówi Lech Stefaniak.