Na jeziorze Jelonek kilku strażaków przy pomocy specjalnych, niezatapialnych sań lodowych wyciągało kolegę z przerębla. Młodszy aspirant Mariusz Chełmowski wcielił się w rolę topielca, pod którym załamał się lód. Mimo, że miał na sobie nieprzemakalny skafander po pięciu minutach w wodzie, był bardzo zmarznięty. - Woda jest bardzo zimna, kiedy osoba w zwykłych rzeczach wpadnie do wody odczuwa wstrząs termiczny. Z przerębla także niełatwo się wydostać, krawędzie lodu są ostre jak noże, można się pokaleczyć - opowiadał.
Młodszy brygadier Bartosz Klich, powiedział, że gdy do wypadku dojdzie na terenie Gniezna, strażacy są w stanie dotrzeć do poszkodowanego w ciągu 3-4 minut. Jednak na krańcach powiatu na szybki dojazd nie ma co liczyć. Szybszej pomocy trzeba oczekiwać od ochotniczych straży pożarnych, które także są przeszkolone i wyposażone w sprzęt do ratowania na lodzie.
W obecnych temperaturach po pięciu minutach przebywania w wodzie dorosły człowiek słabnie i trudno mu się wydostać samodzielnie z lodowej pułapki.
Rafał Muniak/jc/int