Drzewo wycięto już jakiś czas temu z terenu ośrodka wypoczynkowego w Lubaszu. Samorząd tłumaczy swoją decyzję tym, że dąb przechylał się w jedną stronę, miał też chorować, przez co zagrażał plażowiczom i dzieciom bawiącym się na pobliskim placu zabaw.
Zdaniem dziennikarza Przemysława Bednarka, choć urzędnicy uzyskali ze starostwa zgodę na wycinkę drzewa, to wycięto je zbyt wcześnie, w trakcie okresu lęgowego.
- Starosta zaznaczył, że w okresie od marca do września, w okresie lęgowy, nie można wycinać żadnych drzew m.in. tego dębu.
- A jednak został wycięty?
- Tak, moim zdaniem jest to samowola. Mieszkańcy po prostu stracili 150-letnie drzewo
- mówi Bednarek w rozmowie z naszym dziennikarzem.
Alicja Kaźmierczak, inspektor ds. gospodarki nieruchomościami i rolnictwa w Urzędzie Gminy Lubasz twierdzi jednak, że samorząd mógł ściąć drzewo w okresie lęgowym, bo udowodniono, że nie ma na nim żadnych ptasich gniazd. Taką opinię wydał niezależny ornitolog.
Dziennikarz Przemysław Bednarek zarzucił też urzędnikom, że zamiast wycinać drzewo, mogli po prostu przesunąć płot należących do placu zabaw.
Wójt gminy Lubasz Marcin Filoda wskazuje, że to rozwiązanie niestety by się nie sprawdziło.
Ponieważ trzeba by było praktycznie wyeliminować cały plac zabaw, żeby nie było zagrożenia, które stwarzało drzewo. Bo dąb był pochylony w stronę placu zabaw pod kątem około 40 stopni. Wiele razy interweniowała tam straż pożarna, która musiała usuwać spadające z drzewa gałęzie. Proszę sobie wyobrazić, że część z nich spadała też na plac zabaw. A na placu zabaw mamy przecież dzieci
- mówi wójt.
Ostatecznie dąb nadal będzie służyć mieszkańcom. Samorząd próbował sprzedać pozyskane z niego drewno, nie było jednak chętnych. Dlatego drewno zostanie wykorzystane na potrzeby gminy, na przykład do naprawy miejskich ławek.