Dochodziło tam często do awantur, nikt jednak nie zareagował.
Przypomnijmy 69-latkę zamordował jej 27-letni syn. Zadał jej kilkadziesiąt ciosów nożem. "Rodzina nie miała założonej "niebieskiej karty" mimo, że moje zgłoszenie o przemocy dotarło do pracowników MOPS-u" - mówi sąsiadka zamordowanej, która chce pozostać anonimowa.
Pielęgniarka środowiskowa mi powiedziała, że ona osobiście przekazała moje informacje do MOPS-u. A oni tam podobno byli na miejscu sprawdzić tę sytuację. Nie wiem czy byli wpuszczeni do środka czy nie, ale taka informacja została przekazana.
- Czyli zgłoszenie ws. awantur było przekazane do czarnkowskiego MOPS-u?
Tak. Bo mi się wydawało, że jest przemoc w stosunku do niepełnosprawnej siostry Adama W.
Dyrektor MOPS-u w Czarnkowie Ewa Kozłowicz od początku utrzymuje, że jej pracownicy nie mają sobie nic do zarzucenia i nikt nie wiedział, że w domu rodziny W. dochodzi do awantur. Po przekazaniu jej informacji od sąsiadów, dyrektor nie jest już taka pewna.
Zdziwiona jestem, zdziwiona jestem. Pracownicy socjalni nie przekazywali żadnych takich informacji. Czy mam prawo domniemać, że pracownicy ukryli jakąś wiadomość? Niemożliwe, jaki byłby tego cel? W tym rejonie pracowały dwie pracownice socjalne, jestem po rozmowie z nimi i nikt takich wiadomości nie otrzymał.
Zachowanie czarnkowskich służb - zarówno policji jak i MOPS-u - ma zbadać prokuratura. Rodzina nie była objęta procedurą „niebieskiej karty”, chociaż policja interweniowała ws. agresywnego 27-latka przynajmniej kilka razy.