Ten proces ma już swoją nazwę: prywatyzacja zysków - uspołecznienie kosztów. Łukasz Mikuła, przewodniczący Komisji Polityki Przestrzennej Rady Miasta Poznania wyjaśnia mechanizm prawny, który za tym stoi: "Wynika on z ustawy o zagospodarowaniu przestrzennym. To rozwiązanie systemowe, ale moim zadaniem - błędne. To jest zły system planistyczny, przyjęty przez Sejm w 2003 roku. Wygaszono wtedy wszystkie plany zagospodarowania przestrzennego sprzed 1995 roku i powstała pustka planistyczna. Jeśli gmina uchwala plan miejscowy dla danego terenu, który zakłada cele publiczne na terenie prywatnym - to powstaje obowiązek odszkodowawczy. Jeśli zaś właściciel zyskuje na wartości gruntu po uchwaleniu planu zagospodarowania, bo na przykład mało wartościowy grunt rolny zostaje przekształcony w budowlany, to bardzo łatwo jest obejść koszty opłat planistycznych. Wystarczy poczekać pięć lat. W systemie niemieckim jest bardzo jasny podział kosztów i korzyści. A u nas w tej chwili jest totalna nierównowaga! Jest jeszcze problem rzeczoznawców. Mamy takie sytuacje, że czasami w stosunku do jednej działki operaty (urzędowe opinie o wartości nieruchomości) różnią się o kwotę np. 20 milionów złotych! I uwaga - skierowane do Stowarzyszenia Rzeczoznawców oba uważane są za poprawne!". (cała rozmowa poniżej)
Urbaniści i samorządowcy domagają się nowego prawa o zagospodarowaniu przestrzennym. Ustawa z 2003 roku, która miała wprowadzić ład, przyniosła chaos i mechanizmy spekulacyjne. Dlatego dzisiaj w Poznaniu odbywa się ogólnopolska konferencja Związku Miast Polskich i Towarzystwa Urbanistów Polskich o finansowych skutkach miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. W piątek, 6 grudnia, audycja Radia Merkury "W środku dnia" - także o tym problemie.
