48-latek nie odpowiedział w poniedziałek w sądzie na żadne pytanie - ani o to, czy przyznaje się do winy, ani czy będzie składał wyjaśnienia. Milczał także po odczytaniu mu przez sąd jego zeznań ze śledztwa.
Prokuratura ustaliła, że oskarżony działał w celach rabunkowych. W poniedziałek prokurator Grzegorz Gucze wyliczył wszystkie rzeczy, które oskarżony wyniósł z domu ofiary.
Działając z zamiarem bezpośrednim pozbawienia życia, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej oraz w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie, podyktowanej chęcią zaboru w celu przywłaszczenia: biżuterii, książek, pamiątek religijnych, różnego rodzaju elementów zastawy stołowej, używając młotka uderzył nim kilka razy w głowę leżącą w łóżku pokrzywdzoną
- opisywał prokurator.
W śledztwie oskarżony początkowo przyznawał się do winy i szczegółowo opisywał, co zrobił. Do domu ofiary wchodził dwukrotnie. Zaatakował pokrzywdzonych za drugim razem - najpierw księdza, potem jego matkę. Prokuratura oskarżyła go także o znęcanie się nad konkubiną.
W śledztwie oskarżony powiedział, że: "nie wie, co go popchnęło, by pójść do tego domu". "Po kłótni z konkubiną byłem w dziwnym stanie" - powiedział podczas przesłuchania w prokuraturze. W poniedziałek do tych słów oskarżony także się nie odniósł - dalej milczał.
Pod koniec śledztwa oskarżony już nie przyznawał się do wszystkich zarzutów. Podczas ostatniego przesłuchania w prokuraturze oświadczył, że kradzież zleciły mu osoby z Czech i to one dokonały zabójstwa. Twierdzi, że w momencie zabójstwa nie było go w tym domu. Domagał się kontaktu z Interpolem twierdząc, że ma do przekazania ważne informacje. W poniedziałek oskarżony nie skomentował tych wyjaśnień - na sali rozpraw nie wypowiedział żadnego słowa.