Mowa o 20-tu pracownikach fermy drobiowej pod Koninem. Kwota jest tak wysoka, bo na kredyty mieli zabezpieczenie w postaci nieruchomości znajdujących się na fermie. Specjalnie po to, by banki dały im pieniądze, właściciel przepisywał na nich swój majątek. Prokuratura Okręgowa w Koninie prowadziła śledztwo w tej sprawie przez 3 lata. Wszyscy dobrowolnie poddali się karze i przyznali do winy. Główny oskarżony właściciel fermy Henryk R. odpowie przed sądem za nakłanianie podwładnych do zaciągania zobowiązań.
"Pewnie sprawa nie wyszła by na jaw, gdyby nie załamanie na rynku drobiarskim" - mówi prokurator Krzysztof Szczesiak. "Kiedy banki zauważyły, że nie są obsługiwane ich kredyty, wytoczyły zwykłe powództwa kilku osobom, a te - broniąc się przed spłatą ujawniły prawdę" - wyjaśnia Szczesiak. Kurza ferma pod Koninem ogłosiła upadłość. Banki odzyskały część zobowiązań. Firma została przejęta przez inną spółkę.