Policja przerwała zawody, spisała wszystkich - około 40 - uczestników i zabezpieczyła około stu sztuk broni. Badania alkomatem wykazały, że wszyscy byli trzeźwi. Gdy nasz reporter dotarł na strzelnicę, trwało spisywanie broni. Strzelcy wyprosili dziennikarza, twierdząc, że to teren prywatny i nie życzą sobie obecności mediów.
Za to bardzo chętnie z naszym reporterem rozmawiali mieszkańcy Opatówka, którzy pokazali dziury w elewacjach budynków. Te budynki od strzelnicy w linii prostej dzieli kilometr i resztki lasu, przetrzebionego przez ubiegłoroczne nawałnice. Właśnie tym mieszkańcy tłumaczą sobie to, że kule dolatują do ich posesji. Przypuszczają, że wcześniej zatrzymywał je gęsty las, którego teraz zostały resztki.
Mieszkańcy opowiadali, że czuli się jak pod ostrzałem: kilka kul uderzyło w budynki, jedna przestraszyła gołębie na podwórku, inna chlupnęła w przydomowym stawie. Ludzie bali się o swoje życie, uciekali za domy i do domów. Wzywali policję.