Dowodem w sprawie są zeznania osób, które miały łapówki wręczać. Z ich relacji wynika, że były to kwoty od 500 do nawet 8 tys. zł. Według prokuratury, łapówkę jednemu z oskarżonych wręczyła żona Makowca, by jej syn został umieszczony w jednej celi razem z innymi zatrzymanymi w tej samej sprawie. Wszystko po to, by mogli uzgodnić wspólną wersję zeznań.
Iwona B. do winy się nie przyznała. W sądzie mówiła, że nie było takiej sytuacji, by dawała komuś pieniądze. "Gdy były problemy w rodzinie, to zawsze korzystałam z pomocy prawników" - oświadczyła. Mówiła też, że nie zna oskarżonego policjanta, a syn został skazany w sprawie, w której wówczas go zatrzymano.
Dwaj byli policjanci, których sąd przesłuchał, także nie przyznali się do winy. Jeden z nich oskarżony o ujawnienie danych osobowych grupy osób złodziejowi samochodów zapewniał, że to nie on wyniósł dokumenty z komisariatu. "Ja przygotowywałem tylko informacje dla pozostałych kolegów, bo sam śledztw nie prowadziłem" - mówił oskarżony. Na kolejnej grudniowej rozprawie sąd przesłucha pozostałych dwóch policjantów.