Prof. Smorawiński o dopingu w ciężarach
25-letnia pani Paulina Kacperska nie zdążyła dojechać do szpitala. Jej narzeczony zaparkował na przystanku i tam urodził się chłopiec. W końcowej fazie porodu pomagała motornicza MPK, która z zawodu jest położną, ale od 14,5 roku kieruje tramwajami. - Odebrałam już w życiu kilkadziesiąt porodów - powiedziała Radiu Merkury.
Pępowinę podwiązano sznurkiem od parasola. - Do dyspozytorni wbiegła zaaferowana motornicza krzycząc, że potrzebny jest sznurek. Dziewczyny dały jej sznurek od parasolki, który spełnił swoją rolę. Na świat przyszło zdrowe i piękne dziecko - relacjonuje rzecznik Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego Iwona Gajdzińska.
Mama Fabiana jest wdzięczna za pomoc. - Mieszkamy w Czapurach i jechaliśmy do szpitala. Dojechaliśmy do przejazdu kolejowego na Starołęce, który oczywiście był zamknięty. Wyczułam, że dziecko już wychodzi, więc poprosiłam narzeczonego, żeby zadzwonił po pomoc, bo już wiedziałam, że nie damy rady dojechać - relacjonuje młoda mama.
Na przystanek szybko przyjechała karetka i zabrała dziecko oraz kobietę do szpitala. Poród odbył się wcześnie rano.
To drugie dziecko pani Pauliny. Jak mówi pierwszy poród też był szybki i trwał dwie godziny. Ten godzinę. Lekarze mówią, że chłopiec jest zdrowy. Dali mu 10 punktów w skali Apgar.
Adam Michalkiewicz/gł/szym