Miasto nadal nie podpisało umowy ze Związkiem Międzygminnym GOAP. Na jej podstawie spalonych ma być 103 tysiące ton odpadów. Bez umowy - śmieci nie powinny trafiać do spalarni.
Nie wiadomo, czy ktoś odpowie za opóźnienia w podpisaniu dokumentu. Powołany w drugiej połowie ubiegłego roku wiceprezydent Poznania Arkadiusz Stasica nie czuje się winny. "Przez trzy lata nie zrobiono w tej sprawie nic, nikt palcem nie kiwnął. Ja o tym, że istnieje jakiś problem dowiedziałem się 9 stycznia i od tego momentu rozpoczęły się intensywne konsultacje z kancelariami prawnymi" - mówi Stasica.
Rzecznik Urzędu Miasta Hanna Surma powiedziała nam, że prezydent Jacek Jaśkowiak analizuje umowę. Nie wiadomo, kiedy ją podpisze.
Pierwsze palenie odpadów w poznańskiej spalarni odbędzie się prawdopodobnie w przyszłym tygodniu. Na razie śmieci są zwożone. Przez kilka miesięcy potrwają testy z wykorzystaniem prawdziwych odpadów. Pełną parą obiekt ma zacząć działać późną jesienią tego roku.
Adam Michalkiewicz/mk