Przyjmowały wpłatę rocznego podatku, wystawiały dokumenty, ale do miejskiej kasy wpływała tylko pierwsza rata. Resztę pieniędzy zabierały do własnej kieszeni. Regulowały należność dopiero wtedy, gdy do klienta szło wezwanie do zapłaty.
Okazuje się, że o nieprawidłowościach wiedziała zastępczyni naczelnika Wydziału Finansowego, jednak nie poinformowała o sprawie zwierzchników. I ona właśnie straciła pracę. Sprawę cały czas bada kaliska prokuratura.