Kibole o Powstaniu Wielkopolskim
Poznań jest piątym pod względem liczby ludności miastem w Polsce. W stolicy Wielkopolski mieszka ponad 553 tys. osób - to około 40 tysięcy mniej niż na początku lat 90-tych. Proces zmniejszającej się populacji postępuje. Kiepskie statystyki wynikają m.in. z niżu demograficznego, ale w przypadku dużych miast, takich jak Poznań, przyczyn spadku liczby mieszkańców trzeba też szukać w migracjach ludności.
Coraz więcej ludzi decyduje się na wyprowadzkę do podpoznańskich miejscowości. Niekoniecznie daleko, chodzi o to, żeby dojazd do miasta nie trwał za długo. Po przecież z tego, co oferuje miasto, "emigranci" chcą jednak korzystać. Wiceprezydent Poznania Tomasz Kayser przyznaje, że Poznań obserwuje zjawisko masowych wyprowadzek, bo to jest poważny problem dla miasta. Uciekają młode, aktywne, dobrze zarabiające i rozwojowe rodziny. Co znajdują za granicą dużego miasta? Czy życie w dużym mieście nie ma już uroku? Może jest niemodne?
Tomasz Łęcki, burmistrz Murowanej Gośliny uważa, że Poznań i podpoznańskie miejscowości wzajemnie się uzupełniają. Miejscowości takie jak właśnie Murowana Goślina, Mosina, Dopiewo czy Komorniki oferują "spokojne życie" mieszkańcom. Z kolei Poznań to ważne urzędy, kina i teatry, lekarze i szpitale, a przede wszystkim miejsce pracy. Murowana Goślina największy przyrost liczby mieszkańców odnotowała w latach 90-tych, za sprawą powstania osiedla Zielone Wzgórza. Ale nowych mieszkań wciąż tam przybywa i przybywa też mieszkańców wyprowadzających się z Poznania.
Czy proces masowych wyprowadzek z miasta da się zatrzymać? Kto dziś chce mieszkać w dużym mieście, a kto za miastem? Czy życie w małych miejscowościach z koniecznością codziennych dojazdów do Poznania to rzeczywiście same plusy? Co muszą zrobić władze Poznania, żeby zatrzymać swoich mieszkańców?
Skąd się biorą decyzje o wyprowadzkach - przede wszystkim ludzi młodych? - Poznań nie ma zrównoważonej propozycji dla mieszkańców - tłumaczy to zjawisko Anna Wachowska-Kucharska ze Stowarzyszenia My Poznaniacy. Dobrą ofertę znajdują za to w podpoznańskich gminach. "One biją Poznań na głowę" - uważa Wachowska-Kucharska. Czy rzeczywiście podpoznańskie gminy oferują wszystko i dobrej jakości, skoro tyle osób dowozi swoje dzieci do szkół i przedszkoli w Poznaniu?
Najważniejszą motywacją do osiedlenia się w jakimś miejscu jest własne mieszkanie. Najlepiej nowe i niezbyt drogie. Pod tym względem Poznań, w porównaniu z okolicznymi miejscowościami, wypada blado. Mieszkania są drogie, niewielkie i powstają w niezbyt atrakcyjnych miejscach. M.in. na Naramowicach, które, chociaż położone w Poznaniu, są jakby odcięte od miasta, bo nie można tam dojechać tramwajem, a autobusy i samochody tkwią w olbrzymich korkach.
Mieszkanie w zieleni, spokoju ale blisko miasta. Dla wielu to motywacja, żeby "wiać" z Poznania. Ale w Poznaniu da się podobno takie miejsca tez znaleźć. Wiele osób opuszcza Stare Miasto i wielkie blokowiska, ale są osiedla, na których mieszkańcy czują się dobrze. To m.in. Sołacz i Winogrady. Ludzie bardzo chętnie zamieszkaliby w sąsiedztwie największego w Poznaniu parku - Cytadeli. O uroki tych miejsc zapytaliśmy Halinę Owsianną, radną osiedla Starego Winogardy.
Poznań stoi przed poważnymi decyzjami - z jednej strony stworzyć dla młodych ludzi przyjazne miasto do życia a z drugiej - tworzyć ofertę dla tych, którzy z Poznania chcą korzystać, chociaż już nie mieszkają. Tomasz Kayser nie ukrywa, że "uciekanie" mieszkańców z Poznania to jest i będzie kłopot dla miasta.
Na czym powinny skupić się władze Poznania w najbliższych latach, żeby aktywne, młode rodziny chciały pozostać w mieście? I czy jest możliwe by skłonić do powrotu byłych mieszkańców naszego miasta? Czy władze Poznania potrafią zmieniać Poznań w przyjazne miasto? Czy zauważają trendy zachodzące w aglomeracjach Europy Zachodniej? Czy wiedzą, że w Warszawie najlepiej sprzedają się mieszkania i biura położone przy linii metra, która jeszcze nie istnieje?
Zapraszamy do dyskusji na antenie i w internecie.