Taczka dla burmistrza Międzychodu
Oskarżenie chce półtora roku więzienia dla właścicielki dwóch psów za podżeganie do ich zabicia i dwa lata więzienia dla mężczyzny, który to zadanie wykonał. Oskarżony mężczyzna nie pojawił się w sądzie. Był prawidłowo wezwany, nie usprawiedliwił się – dlatego wszystko odbyło się normalnie. Tadeusz K. nie przyznaje się do winy, ale obciążają go zeznania niektórych świadków i oskarżonej. Prokurator Katarzyna Bugajska-Grząbka domaga się kar bezwzględnego więzienia, by dać jasny sygnał społeczeństwu, że zwierzę nie jest rzeczą.
W imieniu Fundacji dr Lucy – oskarżyciela posiłkowego - adwokat Marta Potocka także opowiada się za surowym wyrokiem. - Te żywe stworzenia ufały swoim oprawcom, a szczególnie swojej właścicielce, która w sposób bezwzględny wręczyła je oskarżonemu, który potem w sposób bestialski je zatłukł - powiedziała Potocka.
Oskarżona przyznała się do winy. Broni się sama. Zamiast mowy końcowej powiedziała, że prosi o wyrok w zwieszeniu. Wcześniej na korytarzu sądowym tłumaczyła swój czyn mówiąc, że nie miała co dać jeść psom. Kobieta przyznaje, że to był błąd. Zdaniem oskarżenia miała czym karmić swoje psy. Wyrok zapadnie za tydzień.