Chodzi o nagłą falę urlopów zdrowotnych, które spowodowały, że szpital przestał wykonywać planowe zabiegi, a część oddziałów zamknięto.
Dyrektor Leszek Sobieski podejrzewa, że pielęgniarki - działając grupowo i w porozumieniu - dostarczyły zwolnienia lekarskie i nie pojawiły się w pracy. Naraziły w ten sposób nieograniczoną liczbę pacjentów na ryzyko ciężkiego uszczerbku na zdrowiu lub utraty życia. Szpital musiał bowiem ograniczyć działanie wielu oddziałów.
- W placówce nie stwierdzono epidemii, zatem nie jest możliwe, by tyle osób jednocześnie doznało takiego pogorszeniu stanu zdrowia - uzasadnia swoje doniesienie dyrektor.
W swoim piśmie zwrócił też uwagę na to, że pielęgniarki do przestępstwa mogły być podżegane przez władze Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych w konińskim szpitalu. Pod lupą śledczych znajdą się również lekarze. Prokuratura ma sprawdzać zasadność wystawiania przez nich zwolnień ale także to, czy pielęgniarki nie wyłudziły L4 symulując chorobę. Osobne postępowanie w tej sprawie przeprowadzi ZUS. Zawiadomienie do prokuratury w pierwszej wersji dotyczyło 63 osób, a w ubiegłym tygodniu rozszerzono je do 177.
Dodajmy, że w sprawie podwyżek, Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych konińskiego szpitala od trzech lat jest w sporze zbiorowym z dyrekcją.