Pierwsze śmieci miały do spalarni trafić już jutro. Ale pojawiły się problemy, które dziś próbowały rozwiązać władze Poznania oraz wójtowie i burmistrzowie podpoznańskich gmin. Towarzyszy temu duży konflikt o przyszłość związku międzygminnego GOAP. Dziś władze związku - który odpowiada za wywóz śmieci z Poznania i okolicznych gmin - próbowały się porozumieć, ale nic z tego nie wyszło. Dzisiejsze posiedzenie zostało przerwane do jutra.
GOAP został sparaliżowany po tym, jak z funkcji w związku zrezygnowała Ewa Jedlikowska z podpoznańskiego Czerwonaka. - Zrobiłam to po analizie dokumentów. Dla mnie najważniejsze jest dobro mieszkańców i występuję w ich imieniu - powiedziała.
Zastępca prezydenta Poznania Arkadiusz Stasica nie wie co jest źródłem konfliktu. - Może ma to związek z ostatnimi nieporozumieniami na linii Poznań-Czerwonak, ale jest to zupełnie niepotrzebne zaognianie sytuacji - mówi.
Z naszych informacji wynika, że władze okolicznych gmin chcą odwołać wiceprezydenta z funkcji szefa GOAPu. Sam Arkadiusz Stasica nie chce rezygnować. Poznańską spalarnię śmieci zbudowała prywatna firma w ramach partnerstwa publiczno - prywatnego. Za odbiór odpadów w Poznaniu i okolicach odpowiada jednak GOAP. Teraz potrzebne jest porozumienie na linii miasto-związek.
Adam Michalkiewicz/tj/szym