Czerwonak kolejnym przystankiem na trasie "Wielkopolski dla Ciebie"!
Dziennikarz rozmawiał z byłymi pacjentami marszałka Senatu, którzy twierdzą, że jako doktor przyjmował łapówki w wysokości nawet kilku tysięcy złotych. "Jeśli chodzi o śledztwo, to jest ono zawieszone" - przyznaje Tomasz Duklanowski.
Ani prokuratura ani CBA nie mogą nic w tej chwili zrobić, dlatego, że wniosek o postawienie w stan oskarżenia senatora Tomasza Grodzkiego trafił do Senatu już ponad 4 miesiące temu. Ten wniosek o pociągnięcie do odpowiedzialności karnej. Ale od tego czasu niewiele się wydarzyło
- mówi Tomasz Duklanowski.
Jak relacjonuje dziennikarz, wniosek dotychczas nie został zaopiniowany przez komisję regulaminową, ponieważ nie zgadza się na to większość senacka. Niewielką przewagę w Izbie Wyższej ma opozycja, z której wywodzi się marszałek Tomasz Grodzki. Z informacji Tomasza Duklanowskiego wynika, że prokuratura chce postawić politykowi Koalicji Obywatelskiej cztery zarzuty korupcyjne.
Sam marszałek Tomasz Grodzki w wypowiedziach medialnych zaprzecza, aby kiedykolwiek przyjął łapówkę. Jak twierdzi, nigdy nie uzależniał leczenia pacjentów od jakichkolwiek opłat. Polityk wytoczył proces Tomaszowi Duklanowskiemu o zniesławienie.
Poniżej pełny zapis rozmowy:
Piotr Barełkowski: Cieszę się, że się połączyliśmy, choć trochę obawiam się tej rozmowy, bo niebezpiecznie jest z panem rozmawiać. Jest pan dziennikarzem, który wziął sobie na warsztat bardzo prominentnych polityków Platformy Obywatelskiej, między innymi marszałka Grodzkiego i senatora Gawłowskiego. Jest pan w pewnej opresji. Jaki jest obecnie stan sprawy senatora Grodzkiego? Na jakim etapie jest to śledztwo?
Tomasz Duklanowski: Jeśli chodzi o śledztwo, ono jest zawieszone, ani prokuratura ani CBA nie mogą nic w tej chwili zrobić, dlatego, że wniosek o postawienie w stan oskarżenia senatora Tomasza Grodzkiego trafił do Senatu już ponad 4 miesiące temu. Ten wniosek o pociągnięcie do odpowiedzialności karnej. Ale od tego czasu niewiele się wydarzyło. Tak jak rozmawiałem w marcu, kiedy ten wniosek trafił do Senatu, on miał być głosowany na obradach plenarnych już w maju, czerwcu, natomiast od tego czasu nic się nie wydarzyło, dlatego, że po to, aby ten wniosek mógł zostać poddany głosowaniu, powinien najpierw przejść przez komisję regulaminową. Ta komisja opiniuje wniosek, natomiast do tej pory do komisji regulaminowej nie trafił, dlatego, że większość senacka do tego nie dopuszcza. Póki ten wniosek nie trafi do komisji regulaminowej, nie będzie mógł zostać poddany pod głosowanie, dlatego w tej chwili sprawa jest zawieszona. Ale jest też zawieszone śledztwo, bo dopóki te zarzuty nie zostaną przedstawione, zarzuty, które chce przedstawić prokuratura, czyli cztery zarzuty korupcyjne, śledztwo nie może być przekształcone z fazy w sprawie, w fazę przeciwko temu politykowi.
Wygląda to na sprawę ze świętą krową. Ciężko się panu przebić przez ten mur ochronny, który pan Tomasz Grodzki wokół siebie zbudował. Ale jednocześnie chyba jest pan nieco sfrustrowany jako dziennikarz. Miał pan bardzo mocne argumenty, świadków, całe instrumentarium, które mogłoby posłużyć do powiedzenia prawdy o tym polityku i zderzył się pan ze ścianą. Jak pan ocenia tę całą sytuację? Czy uważa pan, że marszałek Tomasz Grodzki jest winny?
Mi trudno oceniać. Nie jestem sądem. Oceną tego materiału dowodowego zebranego przez prokuraturę i CBA powinien zająć się sąd. Mi się udało porozmawiać z kilkudziesięcioma osobami. To były rodziny pacjentów i sami pacjenci Tomasza Grodzkiego, którzy mówili, że Tomasz Grodzki brał od nich pieniądze, to były kwoty od kilkuset złotych do kilku tysięcy. Czy ja jestem sfrustrowany? Raczej nie. Jeśli chodzi o dziennikarską pracę, wykonałem ją dobrze, należycie, próbowałem dotrzeć do wszystkich świadków. To było tak, że w pewnym momencie nie musiałem ich szukać, bo gdy ujawniliśmy kilka świadectw byłych pacjentów, ci ludzie sami zaczęli dzwonić do nas do Radia Szczecin i opowiadać te historie. Było ich bardzo dużo. Jeśli chodzi o pracę dziennikarską, ja ją wykonałem tak jak należy i tutaj mam satysfakcję, że udało mi się dotrzeć do wielu osób, które przedstawiło w trochę innym świetle marszałka Grodzkiego, natomiast reszta należy do śledczych, do wymiaru sprawiedliwości.
Pewnie pan jest trochę sfrustrowany jako obywatel. Mieć takie twarde dane, to dla dziennikarza jest trochę taki Święty Graal, i nagle nie móc dojść do finału, do jakiegoś osądzenia, jakiegoś sprawdzenia. Werdyktu, który by tą pana drogę dziennikarską jakoś wyjaśnił, wskazał, że jest dobrą, tego chyba tutaj zabrakło. Chyba jako obywatel ma pan jakieś pretensje do świata.
Ja oczywiście jestem realistą. Wiem, że w ogóle w przypadku pociągnięcia do odpowiedzialności karnej polityków jest to zawsze długa droga i często kończąca się fiaskiem tych spraw politycznych, spraw z udziałem polityków, którzy mają zarzuty korupcyjne, jest niewiele, i niestety się one w ten sposób kończą. Mamy taką koalicję w Senacie, więc myślę, że nie będzie możliwe postawienie przed sądem Tomasza Grodzkiego, po to, żeby sąd ocenił, czy materiał dowodowy jest prawdziwy czy nie.
Większość senacka broni marszałka Tomasza Grodzkiego. On sam podjął pewne kroki prawne. Czy te kroki marszałka, które zapowiadał, jako taką swoją broń atomową, czy one przyniosły pewien skutek też?
Na razie takiego skutku nie ma. W Warszawie pierwsze co zrobił to skierował zawiadomienie przeciwko mnie do prokuratury, twierdząc, że chciałem obalić konstytucyjny organ Rzeczpospolitej, jakim jest Marszałek Senatu. Ta sprawa została przez prokuraturę umorzona z powodów oczywistych, bo ja nie jestem jakimś terrorystą, podałem kilka informacji na temat przeszłości Tomasza Grodzkiego, co jest obowiązkiem dziennikarskim, także ta sprawa pierwsza została umorzona, natomiast czeka mnie proces karny, ja nie jestem w takiej uprzywilejowanej sytuacji, jak Tomasz Grodzki, że po pierwsze chroni mnie immunitet i koledzy partyjni, którzy mi tego immunitetu nie uchylą. Mnie czeka proces, który mi wytoczył marszałek Tomasz Grodzki. Pierwsza sprawa będzie we wrześniu, będą opowiadał między innymi z artykułu 212, 213 kodeksu karnego, za który grozi kara pozbawienia wolności, ale myślę, że to też jest okazja do tego, żeby tej prawdy dochodzić przed sądem, dlatego, że ja przedstawię przed sądem, gdzie będę niestety występował jako oskarżony, świadków, z którymi rozmawiałem, czyli rodziny i byłych pacjentów, którzy potwierdzą, to, co mówili mi w materiałach radiowych.
Tu trzeba powiedzieć kilka słów o systemie. Pan jest prominentnym dziennikarzem publicznego radia, radia po sąsiedzku w stosunku do Radia Poznań, czyli Radia Szczecin, i pan ma pewien aparat. Pan może czuć się pewniej broniąc się w tej sprawie. Ale jaka jest sytuacja dziennikarzy gdzieś na prowincji, bez zaplecza, które jednak pan posiada. Rzeczywiście ta praca dziennikarska, ta czwarta władza w Polsce, wygląda na to, że jest dosyć słabiutka. Trochę bez ochrony. Ona nie może być tak skuteczną, po tej sprawie pana i senatora marszałka Grodzkiego chyba to widać.
To prawda. Dziennikarze dużych mediów, jak media publiczne, mają możliwość ochrony prawnej zapewnionej przez redakcję. Dużo gorzej jest w takich mniejszych redakcjach, gazetach lokalnych, gdzie często dziennikarze zwyczajnie się boją poruszać takich drażliwych tematów, kontrowersyjnych, wyciągać różnych nieprawidłowości burmistrzom czy wójtom, dlatego, że to kończy się bardzo źle. W przypadku przegrania procesu cywilnego dziennikarz i redakcja muszą sami płacić wiele tysięcy złotych, stąd dziennikarze nie wchodzą w tego typu tematy, to zdarza się coraz rzadziej i jest to na pewno ze szkodą dla demokracji i samego dziennikarstwa.
I jeszcze jest sprawa radia publicznego, które jednak jest utrzymywane z abonamentu, podatków, ono ma specjalny status. A pomyślmy sobie o jakimś gminnym portalu internetowym, lokalnej, wioskowej gazecie. Tutaj nie ma finansowania. Jest pełna zależność od pieniędzy z jakiegoś lokalnego urzędu lub z powiązanej biznesowo grupy, przeważnie tak jest. I gdzie tu mowa o kontroli władzy w takich ośrodkach, bo jednak pana sytuacja jest inna, ja panu życzę wygranej w tym procesie, ale jednak trzeba patrzeć szerzej, że ten wygrany proces może być jakąś nadzieją, latarnią, dla tej rzeszy dziennikarzy, którzy takiej możliwości jak pan nie mają.
To prawda. Ja tutaj niestety jestem pesymistą, jeśli chodzi o sytuację mediów lokalnych, ja przez wiele lat prowadziłem takie gazety, miałem wydawnictwo na terenie województwa zachodniopomorskiego. I pamiętam sytuację w jednej z gmin, w jednym z takich miasteczek powiatowych. Kiedy zacząłem wydawać gazetę, burmistrz się ze mną spotkał i powiedział mi wprost, że jak będzie dobrze, to będą ogłoszenia płatne, jak będzie niedobrze, to tych ogłoszeń nie będzie. Ja się nie zdecydowałem na ogłoszenia płatne. Przez kilka lat nie dostałem żadnego. Musiałem walczyć samemu o pieniądze po to, żeby ta gazeta się utrzymała. Niestety jest tak, że wielu redaktorów naczelnych gazet decyduje się na taką współpracę z wójtami, burmistrzami.
Kolaborację można powiedzieć. Chciałbym jeszcze na moment wrócić do sprawy pana senatora Gawłowskiego, którą to sprawę też pan ujawnił na swojej antenie i też prowadził, także wcześniej. Poza radiem. Jak tutaj rzecz wygląda? Były dwa aresztowania Gawłowskiego, ale teraz już także, jak rozumiem, działa ochrona senacka i brak możliwości dalszego procedowania jego sprawy.
Tutaj sytuacja jest o tyle inna, że pan senator Gawłowski odpowiada przed Sądem Okręgowym w Szczecinie. W ubiegłym roku rozpoczęła się sprawa. Ten pan ma kilka zarzutów korupcyjnych. Proces toczył się w ubiegłym roku. Pewnie będzie jeszcze trwał, ja przewiduję okres nawet dwóch, bo jest tam powołanych wielu świadków. Przypomnę, że sprawa dotyczy afery melioracyjnej, ustawienia 105 przetargów za kwotę kilkuset milionów złotych. Kilka z tych przetargów było ustawionych tak, żeby je wygrali politycy PO związani ze Stanisławem Gawłowskim, sam Gawłowski ma zarzuty przyjęcia korzyści majątkowych w związku z pomocą w ustawianiu przetargów na kwotę 700 tysięcy złotych.