"Możemy się obrażać na elastyczny czas pracy. Ale wtedy musimy sobie zdawać sprawę z konsekwencji.Przy braku zamówień, które zdobywa się z miesiąca na miesiąc, pracodawcy będą zatrudniać na umowy krótkoterminowe albo na umowy-zlecenia. Proponowałbym, żeby związki zawodowe zastanowiły się, czy wolą żebyśmy stabilizowali zatrudnienie? Ale wtedy ludzie muszą pracować bardziej i mniej intensywnie, w zależności od zamówień. Czy też wolą, żebyśmy zatrudniali na umowy-zlecenia? Nie można usztywnić rynku pracy, bo kiedy nie mam pracy dla swoich ludzi, to nie mogę jej oferować" - argumentuje Jeremi Mordasewicz.
"Polityka elastycznego czasu pracy nie sprawdziła się w Europie. Sprawdziła się stabilność zatrudnienia i standardy takie, jak w Niemczech. Możemy sobie dyskutować,że w zakładach pracy prezes siądzie i będzie rozmawiał z załogą. Panie Jeremi - pan sam w to nie wierzy! Przyjdzie pracodawca, wskaże pracownika i każe mu podpisać. Przecież wiemy, jak to wygląda.Pracownicy są zastraszani, boją się. I nagle się okaże,że pracownik, który nie ma ochrony, będzie dyskutował z pracodawcą? Postawi się pracodawcy i nie wyrazi zgody na elastyczne rozliczanie pracy? Trzeba zejść na ziemię i wiedzieć co się dzieje w zakładach pracy" - kontruje Piotr Duda.
"Chciałbym, żeby Volkswagen w Poznaniu miał takie indywidualne konta pracy, jak w Niemczech. W Hiszpanii sztywność pracy nie sprawdziła się i mamy tam 50-procentowe bezrobocie wśród młodych ludzi" - mówi Jeremi Mordasewicz. "Pracodawcy zapomnieli już, że przy Pakcie Antykryzysowym w 2009 roku zgodzili się na stopniowe podnoszenie płacy minimalnej do połowy wynagrodzenia i na ograniczanie umów na czas określony. A my wtedy poszliśmy pracodawcom na rękę w wielu zapisach, które były dla nich wygodne. Drugi raz oszukać się nie pozwolimy" - ripostuje Piotr Duda. (cała rozmowa poniżej)
Goście Radia Merkury zgodzili się w jednej sprawie. Chodzi o wykorzystanie Funduszu Pracy, który w znacznej części jest zamrożony przez ministra finansów i o powiązaną z tym pilną reformę urzędów pracy.