Grupa Stonewall nie czuje się odpowiedzialna za atak na kioskarza sprzedającego Gazetę Polską.
W czwartek organizacja skupiająca osoby LGBT zamieściła post na Facebooku, ze zdjęciem kiosku u zbiegu ulic Zwierzynieckiej i Mickiewicza, w którym zachęcała do "omijania tego kiosku szerokim łukiem i niezostawiania w tym miejscu ciężko zarobionych pieniędzy". Po południu młoda kobieta w koszulce z orłem na tęczowym tle polała jego, gazety i sprzęt elektroniczny farbą.
Mężczyzna jest przekonany, że atak miał związek z wystawieniem w witrynie Gazety Polskiej z dołączoną naklejką "Strefa wolna od LGBT".
Zawsze się wystawia do okna gazety tak zwane topowe, żeby przyciągnęły ludzi do zakupu i między innymi była Gazeta Polska. Pech chciał, że tam była ta naklejka. Podeszła młoda dziewczyna w okularach, blondynka, z orłem dużym na piersi na tle tęczy. Spytała się, czy sprzedaję Gazetę Polską. Odpowiedziałem, że mam, to sprzedaję. Zapytała później, czy jestem przeciwko nim, odpowiedziałem, że nic mi do nich nie mam, że jestem sprzedawcą i koniec. Powiedziała, że w takim razie tutaj od nas takie coś i takim płynem kakaowym mnie polała - na elektronikę, na wszystko.
Mateusz Sulwiński z grupy Stonewall powiedział Radiu Poznań, że organizacja nie odpowiada za postępowanie kobiety, która zaatakowała kioskarza, ale "eksponowanie naklejki" jest "karygodne".
My nie odpowiadamy za postępowanie osoby, która to zrobiła. My tylko zwwróciliśmy uwagę na to, że karygodne jest eksponowanie w witrynie tej naklejki, o którą chodzi. Tylko tyle.
Według kioskarza, płyn zalał mu ubrania, komputer i terminal płatniczy. Straty pan Ryszard wycenił na około tysiąca złotych. Musiał na pewien czas zamknąć kiosk. Po wysuszeniu rzeczy i gazet, otworzył punkt ponownie.
O incydencie powiadomił Ruch i policję.
- Doszliśmy prawie do ściany - komentuje atak na kioskarza specjalista wizerunku, dr Jacek Trębecki z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu
Sygnały ostrzegawcze już widać i to myślę, że po obu stronach. Ta polaryzacja jest czymś bardzo ryzykownym. Było kilka przykładów w historii, gdzie nadmierne rozbuchanie ludzkich emocji powodowało, że dochodziło do naprawdę dramatycznych wydarzeń. Kwestia tylko, czy potrafimy z tego wyciągnąć wnioski, czy będzie następowała eskalacja, że to będą kolejne punkty odniesienia
Jak powiedział nam Piotr Garstka z wielkopolskiej policji, było to zgłoszenie informacyjne, poszkodowany nie domagał się ścigania osoby, która go zaatakowała. Przy takim zgłoszeniu policja nie nadaje biegu sprawie.
Wcześniejsze informacje
M.Konieczna/Grzegorz Ługawiak