Co ze Smołdzinowską? Co z fabryką VW?
Miejscy urzędnicy poinformowali o renegocjacji umowy z klubem Lech Poznań. Trzeba było ją zmienić bo okazało się, że stadion jest drogi w utrzymaniu i trudno na nim zarabiać. Lech zamiast 3 milionów złotych czynszu rocznie zapłaci 600 tysięcy złotych. Poznań rezygnuje też z części pieniędzy za ewentualną sprzedaż praw do nazwy stadionu.
Na wszystkich ustępstwach miasto straci około 3,5 miliona złotych rocznie. Zdaniem prezydenta Poznania Ryszarda Grobelnego nie jest to jednak porażka. - Kompletną porażką byłoby kompletne rozwiązanie umowy, jak stało się we Wrocławiu czy Gdańsku i przejęcie przez miasto całości zobowiązań związanych ze stadionem - mówi.
Z wynegocjowanych warunków zadowolone są władze klubu. - Teraz możemy się koncentrować na tym, żeby stadion rozwijać i ożywiać. Częściowo to się już dzieje, bo uruchomiliśmy np. lodowisko obok stadionu. Wkrótce w tym miejscu powstanie fun-park z małymi boiskami do gry w piłkę - mówi przedstawiciel Lecha Bartosz Skwiercz.
Władze Poznania podkreślają, że jedyną alternatywą byłoby rozwiązanie umowy. Dokument został na razie parafowany. Podpisany zostanie dopiero jak klub spłaci dotychczasowe zadłużenie wobec miasta. To 1,6 miliona złotych. Lech ma na to 45 dni.
Poznańscy radni zapowiadają, że będą chcieli poznać szczegóły renegocjacji umowy z operatorem Stadionu Miejskiego. Radny SLD Tomasz Lewandowski nie jest przekonany, czy miasto musiało iść na tak duże ustępstwa wobec operatora stadionu, czyli klubu Lech Poznań. Radny PO Łukasz Mikuła pyta czy poprzednie założenia umowy nie były zbyt optymistyczne.