Wartość skradzionego paliwa to 20 tys złotych. Od początku zagadką dla śledczych był fakt, że mężczyzna uruchamiał dystrybutor mimo tego, że nie zapłacił.
Na stacjach samoobsługowych, żeby zatankować trzeba najpierw zapłacić - kartą lub gotówką. Mężczyzna podjeżdżał busem manipulował przy dystrybutorze i tankował każdorazowo 800 litrów. Złodziej od kwietnia ukradł w sumie 4 tysiące litrów paliwa.
W końcu okazało się, że to były pracownik sieci. Miał klucz do dystrybutora, dzięki czemu go otwierał i zmieniał oprogramowanie. Umożliwiało to by tankować do pełna. Mężczyzna usłyszał już zarzut kradzieży paliwa, za co grozi kara do 5 lat więzienia. Policja jeszcze ustala, czy robił to sam czy ktoś mu pomagał.