To, co się tam wydarzyło, oskarżony Grzegorz L. opisał w pamiętniku. Według śledczych, była to zemsta na ojczymie za krzywdy z dzieciństwa, których miała doznać także matka oskarżonego. "Sąd potwierdził, że 45-latek zepchnął ojczyma z pomostu, ale nie było to zabójstwo" - mówiła sędzia Karolina Siwierska.
Z zapisków oskarżonego nie wynika, że chciał w ten sposób pokrzywdzonego zabić i sąd takiego zamiaru w zachowaniu oskarżonego się nie doszukał, się nie dopatrzył. W miejscu, w którym pokrzywdzony wpadł do wody, nie było głęboko. Woda miała głębokość około jednego metra. Należy przyjąć, że gdyby nie fatalny stan zdrowia pokrzywdzonego, który cierpiał na skrajnie zaawansowaną miażdżycę i chorobę niedokrwienną serca, nie doszłoby do zaostrzenia tej choroby w wyniku upadku do wody i pokrzywdzony, by nie utonął, szczególnie, że z materiału dowodowego wynika, że potrafił dobrze pływać
- mówiła sędzia.
Sąd podkreślał też, że oskarżony od wielu lat nie miał kontaktu z ojczymem i nie wiedział, w jakim był stanie zdrowia. Prokurator Przemysław Frąckowiak jest przekonany, że Grzegorz L. działał z zemsty.
Cieszę się, że faktycznie udało się rozwiązać jedną z ciekawszych zagadek. Co do zmiany kwalifikacji prawnej, na pewno będziemy wnosić o uzasadnienie tego wyroku na piśmie i wtedy rozważymy, czy będziemy składać apelację. Ja w swojej mowie końcowej wskazywałem, że jednak ten zamiar istniał w momencie, kiedy spotkali się w przychodni. Kwestia, czy uda się tu przekonać ewentualnie Sąd Apelacyjny
- mówił prokurator.
Oskarżony od początku sprawy nie przyznawał się do winy. W śledztwie został przebadany variografem. Badanie potwierdziło, że nie mówi prawdy.
Obrońca oskarżonego powołując się na liczne - jego zdaniem - wątpliwości w sprawie - chciał dla Grzegorza L. uniewinnienia. Już zapowiedział, że będzie się odwoływał.
W tej sprawie sąd uchylił dziś areszt Grzegorzowi L., ale oskarżony pozostanie w celi, bo odsiaduje w tej chwili inny wyrok.