Dla Polski to sprawa istotna, bo jest jednym z tych krajów Unii Europejskiej, które mają najwięcej firm transportowych. Wprowadzenie delegowania pracowników w transporcie międzynarodowym zaproponowała Komisja Europejska. Zgodnie z jej pomysłem, po trzech dniach od przekroczenia granicy unijnego państwa kierowcy ciężarówek mają być obejmowani rygorystycznymi przepisami o delegowaniu pracowników.
Naciskała na to Europa Zachodnia, która mówiła, że należy walczyć z dumpingiem socjalnym. Ten argument odpierał wczoraj podczas debaty europoseł Kosma Złotowski.
- U nas na Wschodzie Europy praca jest tańsza, życie jest tańsze, dlaczego nie możemy konkurować również płacą? - pytał europoseł.
Europosłanka Danuta Jazłowiecka mówiła, co będzie oznaczało wprowadzenie zasad delegowania do transportu międzynarodowego w przypadku trasy przebiegającej przez kilka krajów.
- Jeden wielki chaos prawny, wprowadzenie obowiązku stosowania tylko w jednym miesiącu, nawet do 20 różnych prawodawstw narodowych, czy do 50 różnych wynagrodzeń - tłumaczyła europosłanka.
Polscy przewoźnicy alarmują, że wzrost biurokratycznych wymogów i kosztów może doprowadzić do upadku wiele małych i średnich firm transportowych. Nie sposób przewidzieć wyniku dzisiejszego głosowania, bo Parlament Europejski jest podzielony. Wprawdzie to głosowanie nie zakończy prac nad przepisami, ale na późniejszym etapie będzie trudno o wprowadzenie jakichkolwiek zmian.