Przeciwnicy aborcji, którzy stali na schodach przy Arkadii rozwinęli wielki transparent z hasłem: "Jesteśmy głosem tych, którzy jeszcze nie mówią". Były przemówienia, skandowanie hasła "Stop aborcji", śpiewy i modlitwy.
- Chcieliśmy się w tym samym czasie i miejscu spotkać. Zupełnie nie zgadzamy się z przekazem czarnego wtorku. Tu na naszych plakatach widzimy martwe dzieci, zabite w wyniku aborcji. Ci, którzy poważnie traktują życie powinni tu być - mówili przeciwnicy aborcji.
Z drugiej strony placu, przy fontannie zebrali się biorący udział w czarnym proteście. Były m.in hasła: "Moje prawa - wspólna sprawa", "Są nas tysiące - Polki walczące" i "Moje ciało - mój wybór". Wiele osób przyniosło czarne stroje i parasole. Jedna z organizatorek protestu Magdalena Kondratowicz powiedziała, że represje wobec kobiet w Polsce pogłębiają się.
- Jesteśmy 100 lat po wywalczeniu praw wyborczych, a w tej chwili chce nas się sprowadzić do bycia kuchtą i pojemnikiem na dziecko. Jesteśmy tutaj, bo jest gorzej. Są nas tysiące - Polki walczące. 100 tysięcy podpisów pod projektem ustawy "ratujmy kobiety" zebrano niemal błyskawicznie - mówiła Magdalena Kondratowicz.
Według policji w pikiecie antyaborcyjnej udział wzięło 150 osób, w czarnym proteście - 1500.
Przeciwko łamaniu i ograniczaniu praw kobiet zaprotestowały także mieszkanki Leszna. Wsparli je mężczyźni. Leszczynianki swój "Czarny Wtorek" zorganizowały na rynku. Ubolewały jednak, że rok temu na "Czarny Poniedziałek" przyszło blisko tysiąc osób, dzisiaj tylko niecałe sto. Protestujący w Lesznie, podobnie jak w całym kraju, podpisywali się pod projektem ustawy o prawach kobiet i świadomym rodzicielstwie.