Mariusz P. został skazany na półtora roku więzienia za to, że od października 2017 roku do 21 września 2018 roku na dzierżawionej działce (przy ulicy Marantowskiej) wspólnie z innymi osobami składował zużyte opony, kompost, tekstylia i tworzywa sztuczne.
Jak podkreślił sędzia Andrzej Borkowski, odpady były niebezpieczne.
Firma posiadała tę decyzję administracyjną na składowanie pewnego rodzaju odpadów, ale to, co się tam faktycznie znalazło, w żaden sposób tej decyzji nie odpowiadało. Ono było z nią sprzeczne. Również były tam składowane po prostu odpady w sposób, które nie wypełniały żadnych norm
- mówił sędzia.
Mariusz P. został skazany także za nielegalne składowanie odpadów palnych i niebezpiecznych w miejscowości Kamionka w powiecie tureckim.
Skazana została także jego żona - Iwona P., która miała udostępniać konto bankowe prowadzonej przez siebie firmy do realizacji procederu. Została skazana na rok więzienia w zawieszeniu na 3 lata.
"Będę składał apelację" - skomentował Mariusz P., który twierdzi, że ze składowiskiem w powiecie tureckim nie ma nic wspólnego. Radio Poznań zapytało go również o sprawę nielegalnego składowiska przy ulicy Marantowskiej w Koninie.
To jest sprawa polityczna. W przypadku Marantowskiej nie powinniśmy w ogóle tej decyzji dostać. Tam idzie rurociąg gazowy. Tam nie powinno być decyzji. To było celowe zrobione. Jestem potraktowany jako słup z żoną. Żona to w ogóle zero pojęcia o wszystkim. Myśmy nawet kasy dla siebie nie zatrzymywali, wszystko było zaraz przelewane
- mówił Mariusz P.
Waldemar K., który również miała składować nielegalnie odpady przy ulicy Marantowskiej, dostał rok więzienia w zawieszeniu na 3 lata.
Na wszystkie trzy osoby skazane nieprawomocnym wyrokiem sąd nałożył zakaz prowadzenia działalności gospodarczej w zakresie składowania odpadów na okres 3 lat. Mają one również wpłacić nawiązkę na rzecz Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej oraz miasta Konin, które w tej sprawie jest stroną poszkodowaną.
Sędzia krytycznie ocenił pracę prokuratury w tej sprawie. Podkreślił, że skupiła się tylko na formalnych właścicielach firmy, a nie na tym, kto faktycznie na tych działaniach zarobił. Prokuratura sprawy komentować nie chciała.
"Tutaj jest teraz ważna praca prokuratury" - mówi kierowniczka Wydziału Ochrony Środowiska Urzędu Miejskiego w Koninie Anna Kaszkowiak-Sypniewska.
Mam nadzieję, że tutaj prokuratura te wnioski sądu weźmie pod uwagę i te osoby, które rzeczywiście tutaj stały za tym całym procederem, poniosą konsekwencje karne
- mówiła Kaszkowiak-Sypniewska.
Nielegalne składowisko przy ulicy Marantowskiej, gdzie znajduje się około 15 tysięcy ton odpadów, istnieje od kilku lat. Władze Konina mówią wprost, że miały do czynienia z mafią śmieciową, a decyzje w tej sprawie zapadły jeszcze za poprzednich władz.
Niedawno Konin wziął pożyczkę w wysokości prawie 14 milionów złotych na uprzątnięcie wysypiska. Obowiązek jego usunięcia spadł na barki gminy.