Z ustaleń Polskiej Agencji Prasowej wynika, że sprzęt oferowany na aukcjach internetowych posiada zupełnie inne parametry techniczne niż ten wysłany z Polski.
Jak podkreślają organizatorzy zbiórek oraz przedstawiciele rządu, dary są precyzyjnie ewidencjonowane. Każdy agregat posiada swój numer seryjny, kartę produktu i dokumentację, co pozwala na stałą kontrolę ich wykorzystania.
Producent urządzeń, firma FOGO z Wilkowic w powiecie leszczyńskim, zaznacza, że modele wysłane do Kijowa to sprzęt, który nigdy wcześniej nie był dostępny na tamtejszym rynku.
Właściciel przedsiębiorstwa Tomasz Błaszak – powiedział PAP, że 108 agregatów z dostawy dla Kijowa to sprzęt, który nigdy wcześniej nie był oferowany na Ukrainie, dlatego nie da się go znaleźć w żadnych ogłoszeniach.
Mógłbym te agregaty doskonale rozpoznać
– podkreślił.
Jego firma od lat działa na Ukrainie, dlatego Błaszak nie dziwi się, że na aukcjach internetowych rzeczywiście można czasem znaleźć inne jego agregaty. Podkreślił jednak, że „to nie jest sprzęt, który ktoś dostał za darmo”. Został najpierw sprzedany przez FOGO.
Gdybym dostał numer seryjny takiego agregatu, to byłbym nawet w stanie powiedzieć, kiedy, za ile i komu ten agregat sprzedałem. Nie rozdawałem tych agregatów. Być może kupił go ktoś w Polsce i sprzedaje teraz na Ukrainie
– powiedział producent.
Jak podkreślił, nie kryjąc irytacji falą dezinformacji w sieci, jego firma brała już udział w akcjach charytatywnych wielokrotnie. Po raz pierwszy po wybuchu pełnoskalowej wojny Rosji z Ukrainą w 2022 r. wspólnie z polską Caritas wysyłał generatory na Ukrainę. Obecnie razem z tą organizacją rozpoczyna kolejną taką akcję, tym razem zainicjowaną przez metropolitę krakowskiego kard. Grzegorza Rysia.
Przedstawiciele MSWiA apelują o ostrożność w powielaniu niesprawdzonych treści, tłumacząc, że tego typu wpisy mają na celu podważenie zaufania do akcji pomocowych. Proces przekazywania darów pozostaje pod ścisłym nadzorem polskiej ambasady i strony ukraińskiej.