Na zdjęciu i nagraniach, opatrzonych specjalnym znakiem ograniczającym ich udostępnianie bez wskazania źródła, widać, jak mężczyzna ściąga flagę Ukrainy z masztu przed budynkiem Urzędu Marszałkowskiego Województwa Wielkopolskiego w Poznaniu. Po chwili zakłada inną flagę i podnosi ją. Fotografia została opisana następująco:
"Facet zdjął z masztu flagę Ukrainy, wyrzucił do śmietnika i wciągnął na maszt węgierską".
Dziś o 9 pod urzędem marszałkowskim facet zdjął z masztu flagę Ukrainy, wyrzucił do śmietnika i wciągnął na maszt węgierską pic.twitter.com/3dl2uatx1b
— poznan_moment (@poznan_moment) November 28, 2025
W kolejnych godzinach informacja była wielokrotnie powielana. Udostępnił ją między innymi profil "Oczami Strażaka", śledzony przez ponad 220 tys. osób. Choć po otrzymaniu sprostowania od urzędu marszałkowskiego zamieścił jego treść, było już za późno, by zatrzymać rozprzestrzenianie się fałszywej informacji.
Sensacja obiegła internet błyskawicznie. Podchwyciły ją zwłaszcza strony w mediach społecznościowych, takie jak "Polska Wolna od Bandery" i "Narodowcy RP – Wrocław", a także oficjalny profil lubuskiego oddziału Ruchu Narodowego - organizacji, której prezesem jest Krzysztof Bosak. Pod każdym z wpisów pojawiły się dziesiątki komentarzy chwalących fikcyjny czyn i kwestionujących zasadność umieszczenia na maszcie flagi Ukrainy.
O sprawę zapytałem rzeczniczkę prasową Marszałka Województwa Wielkopolskiego. Anna Parzyńska-Paschke tłumaczy, dlaczego sensacyjny opis nie zgadza się z rzeczywistością.
Ukraińska flaga nie została zdjęta przez mężczyznę, który — jak sugerowano na Facebooku lubuskiego oddziału Ruchu Narodowego - "odszedł w nieznanym kierunku". Czynność wykonał pracownik urzędu, który robi to za każdym razem, gdy marszałka odwiedza zagraniczna delegacja. Przyjęło się, że flagę Ukrainy zastępuje się wówczas flagą reprezentującą kraj pochodzenia gości.
Flaga Ukrainy nie została też wrzucona do śmietnika. Autor relacji pomylił betonowy słupek ograniczający wjazd z pojemnikiem na odpady. Dla ciekawych – można to łatwo sprawdzić na zdjęciach w Google Maps.
Ostatnią z nieprawdziwych informacji można by uznać za materiał do „czeskiego filmu”, gdyby jej konsekwencje były równie zabawne jak komedie Miloša Formana. Nic z tego. Autor wpisu twierdził, że "facet (…) wciągnął na maszt węgierską flagę". Zapewne zasugerował się kolorami. Faktycznie - widać, że flaga jest czerwono-biało-zielona, jednak pasy są ułożone pionowo, a nie poziomo, jak na fladze Węgier. Anna Parzyńska-Paschke tłumaczy to następująco:
"28 listopada był u nas z oficjalną wizytą ambasador Włoch. Zgodnie z obowiązującym protokołem dyplomatycznym nasz pracownik zdjął z masztu flagę Ukrainy i w jej miejsce zawiesił flagę kraju gościa.”
Wielka szkoda, że autora nagrania nie było później, gdy ambasador rozpoczął podróż powrotną. Mógłby przeżyć niemały szok, ponieważ…
„…po spotkaniu operacja została powtórzona w odwrotnej kolejności, tj. zdjęto flagę Włoch i wciągnięto na maszt flagę Ukrainy.”