NA ANTENIE: LAVENDER/MARILLION

Ponadczasowa satyra na rewolucję

Publikacja: 12.04.2019 g.08:00  Aktualizacja: 11.04.2019 g.11:06 Maciej Mazurek
Recenzja Macieja Mazurka.
psie serce michaił bułhakow - Wydawnictwo Vis-á-Vis/Etiuda
Fot. Wydawnictwo Vis-á-Vis/Etiuda

Opowiadanie „Psie serce” Michaiła Bułhakowa, nie jest tak znane i popularne jak jego arcydzieło „Mistrz i Małgorzata”. Nie jest to zapewne przypadek. Wynika to z tego, że napisane w 1925 roku „Psie serce” jest satyrą na rewolucję jako taką. Wiadomo nie od dzisiaj, że bycie rewolucjonistą, buntownikiem to wymóg kultury, to coś dobrego. I taki sposób odczuwania rewolucji a nie myślenia narzuca lewica. Możesz być kretynem, ale jeśli jesteś rewolucjonistą, będzie ci to po świecku wybaczone. Każda krytyka impulsów rewolucyjnych jest nie do przyjęcia, bo impuls rewolucyjny jest zawsze szlachetny. Gdy przeglądam pisma z kręgu „Krytyki Politycznej” Lenin tak, Stalin nie. Rewolucja jest cool. To, że Lenin niewiele się różnił od Stalina jako czysty technik władzy i ludobójca, nie ma specjalnego znaczenia. Zatem „Psie serce” nie miało szans stać się tak popularne jak „Mistrz i Małgorzata”.

A co sądził o rewolucji Bułhakow? Kiedy pisał „Psie serce” rewolucja bolszewicka była jeszcze w pierwszej swojej fazie, nazwijmy ją leninowską. Leninowska faza oznacza rewolucję permanentną. Przejawia się to koniecznością zlikwidowania wszystkiego, co dała ludziom tradycja i religia. Najpierw się przekonuje zdezorientowanych, że to co człowieka ciemiężyło do tej pory, czyli stosunki własnościowe, rodzina, kościół zostanie teraz pokonane w sposób ostateczny a wszyscy ludzie staną się dzięki temu równi. Kto broni tradycji jest wstecznikiem i przedstawicielem reakcji. To, że powstanie nowa czerwona arystokracja, stokroć gorsza od tej wybitej, nie jest oznajmiane.

Bułhakow nienawidził bolszewików i patrzył z przerażeniem na impuls rewolucyjny, który rozlał się po całej Rosji, głównie za sprawą terroru. Impuls ten to wiara quasi-religijna, że można zmienić wszystko, nawet człowieka. I że usprawiedliwione jest masowe zabijanie w imię budowy tego komunistycznego społeczeństwa przyszłości. Bułhakow był lekarzem-wenerologiem, patrzył na rewolucyjnego człowieka z ironią i sarkazmem.

Opowiadanie „Psie serce” zaczyna się od relacji rannego, głodnego psa Szarika, który został przygarnięty w mroźny poranek ze śmietnika przez profesora Przeobrażeńskiego, „bóstwo” jak go nazwie Szarik. Nie domyśla się w jakim celu trafił do „raju”, jak nazywa nowe miejsce zamieszkania i dlaczego jest tak dobrze karmiony. Prof. Przeobrażeński, który w opowiadaniu nieprzypadkowo tak się nazywa, zajmuje się problemem odmładzania, stąd jego gabinecie zjawia się klientela, która chce zachować młodość, głównie po to, by pławić się w rozkoszach zmysłowych. Dotyczy to także funkcjonariuszy partii, co okaże się dla profesora bardzo przydatne, gdy przyjdzie mu zmierzyć się z komitetem mieszkaniowym, pragnącym zarekwirować pokoje w jego luksusowym wielkim mieszkaniu. Takie burżuazyjne mieszkanie to przecież jawna niesprawiedliwość.

Komitet jest od regulowania tego, gdzie kto mieszka i ile ma prawo mieć przestrzeni. Zatem trzeba dokwaterować lokatorów. W pewnym momencie ów komitet zjawia się w mieszkaniu profesora. Na jego czele występuje niejaki Szwonder, działacz, oraz ambitna i pełna zapału działaczka, prototyp dzisiejszej feministki. Ale profesor jest bezcenny dla partii. Na nic wysiłki Szwondera i feministki.

Szarik zaś leżąc w gabinecie obserwuje pacjentów i nie może się nadziwić czego to ludzie nie pragną.

„Psie serce” to satyra na inżynierię społeczną i genetyczną. I tu objawił się profetyczny geniusz Bułhakowa. Czytelnik w końcu dowie się, po co prof. Przeobrażeński zabrał z ulicy biednego Szarika. W imię postępu dokonał rewolucyjnej operacji połączenia psa i człowieka. Mózg i jądra mężczyzny, jakiegoś opryszka spod ciemnej gwiazdy, przeszczepił psu w imię modyfikacji gatunku. Założył, że pies ma z zasady dobre psie serce. Jak wyglądała operacja stworzenia nowego człowieka czytelnik może dowiedzieć się z pamiętnika asystenta prof. Przeobrażeńskiego, doktora Bormentala. Pojawił się osobnik o nazwisku Szarikow. I zrobiło się „śmieszno i straszno” jak mawiają Rosjanie. Tak jak dzisiaj, gdy majstruje się w genach w innych celach niż zdrowotne, promuje się ideologię gender, subtelniejszą wersję łysenkizmu, nota bene, także radzieckiego wynalazku.

Maciej Mazurek
https://radiopoznan.fm/n/Nh0wPY
KOMENTARZE 1
Pozhoga 12.04.2019 godz. 10:07
Dzięki, lecę po książkę.
Pozdrawiam,

SERWIS INFORMACYJNY


GODZINY: 09:00 10:00 11:00 12:00 13:00

@TWITTER