"Centrum" jest międzynarodowym ruchem o charakterze non-profit łączącym ludzi z całego świata, którzy zajmują się badaniem i rozpowszechnianiem wiedzy na temat politycznego islamu. Generalnie jest to świat Zachodu, chcący pożegnać wszelkie religie jako źródło zła, ponieważ kształtują one ludzi o mocnej tożsamości, co ponoć jest źródłem konfliktów. Zachowuje też bezradność wobec religii, która ma charakter totalitarny. Takie jednoznaczne wnioski wypływają z prac znawców islamu, którzy nie są ofiarami ideologii politycznej poprawności.
Najpierw lewicowo-liberalne elity zlikwidowały wpływ chrześcijaństwa na życie społeczne, uznając ten wpływ za przejaw systemowej przemocy religijno-patriarchalnej tradycji. Teraz te same elity udają, że ekspansja islamu to przejściowy problem. Istnieje wśród nich przekonanie, że bogate państwa Zachodu poradzą sobie z tymi niedogodnościami poprzez asymilacje mas imigrantów. Nie biorą przy tym pod uwagę faktu, że ta domniemywana przemoc chrześcijaństwa to bagatela w porównaniu z tym, co zawiera w sobie polityczny islam. To nieomylny znak, że nienawidzą chrześcijaństwa, pozostając obojętnym wobec islamu. Tu mamy w praktyce przejaw zasady, że gdy dwóch się bije, tam trzeci korzysta.
Islam przez wieki nie był problemem, dopóki Europejczycy posiadali silną tożsamość. Ale ta tożsamość przez "generację 1968" została uznana za wrogą i częściowo zniszczona. Lewica stworzyła nowego człowieka, który ma obsesję na punkcie religii chrześcijańskiej. Gdzie zatem podział się ten wyparty element religijny? Swego czasu znakomity filozof Leszek Kołakowski napisał esej pt. "Zemsta sacrum na kulturze świeckiej". Otóż duch tradycyjnej religii wyparował, ale ludzie Zachodu stali się "religijni" na sposób świecki. Stali się "aniołami dobroci".
To co religijne zostało zastąpione działaniami społecznymi, które są karykaturą chrześcijaństwa. Te działania to jakby realizacja w praktyce ewangelicznych przesłań. Lewica chce już na ziemi stworzyć raj, gdzie pokonane zostają sprzeczności i kot z psem miłować się będą wzajemnie. A takie myślenie to ideologia. Ponieważ nie jest to możliwe, żeby kot i pies żyli we wzajemnej miłości, zabroniono kotom prychać a psom szczekać - czyli innymi słowy nie wolno mówić ludziom tego, co myślą i czują, bo to generuje konflikt. Wytwarza się wrażenie, że konfliktu nie ma.
To paranoja wynikająca z pychy tych elit. Polega ona na tym, że obsadziły się one w roli kierownika procesu dziejowego i jak onegdaj komuniści wierzą, że są zdolne zaprojektować świat doskonały, a imigracja islamistów to tylko przejściowy etap procesu w budowie świata, w którym pies i kot miłują się. Dlatego nie można mówić prawdy o islamie, bo jest to szerzenie "mowy nienawiści" utrudniający proces normalizacji. I choć wiadomo już, że ten proces się nie powiedzie, mimo to lewicowe i liberalne elity nie zmieniają swego pozytywnego nastawienia do polityki multi-kulti.
Odpowiedzą na ten niebezpieczny stan rzeczy jest powstawanie takich obywatelskich inicjatyw poza strukturami oficjalnej władzy, jak "Centrum Badań nad Politycznym Islamem" i prowadzenie akcji edukacyjnej. Bo islam to nie tylko religia, a przede wszystkim system polityczny, posiadający własny zestaw praw zwanych szariatem. Fundamenty prawa szariatu są całkowicie odmienne od naszych i odrzucają podstawowe prawa człowieka. W wielu przypadkach ma ono bezpośredni wpływ na niemuzułmanów i budzi uzasadnione obawy. Muzułmanie coraz częściej wysuwają żądania wprowadzenia szariatu. Ich celem jest zbudowanie Europy islamskiej. I dokona się to, jeśli Europejczycy nie obudzą się z onirycznego snu.
Bill Warner: "Szariat dla niemuzułmanów", Centrum Studiów Nad Politycznym Islamem, 2016