Zapis rozmowy:
JB: Pani Grażyno w pierwszej kolejności wypada pogratulować 60-lecia. To był 1 września 65 roku (ub. w.)
GW: Ja tego co prawda nie pamiętam, ale widocznie wtedy się składało podanie o pracę 1 września, zaraz po studiach. No i ten moment nadszedł. Po prostu liczymy, to już jest 60 lat od tamtego momentu.
JB: Jaki był ten pierwszy moment w radiu?
GW: Wtedy radio wyglądało inaczej. Było bardziej zdystansowane, było bardziej poważne, powiedziałabym, dostęp do kierownictwa, do dyrekcji, był stopniowy. Nie można było od tak przyjść, zapukać, wejść, trzeba się było awizować. Były to wtedy sztywniejsze formy i myślę, że nie tylko w radiu. To dopiero kwestia ostatnich chyba, nie wiem, 40 lat, kiedy to się znacznie, znacznie zmieniło.
JB: Jakie było pierwsze zadanie tego pierwszego dnia?
GW: Nie, ja się tylko wtedy zapisałam i otrzymałam etat, bo wtedy się otrzymywało etaty. Ja chciałam oczywiście pracować jako dziennikarka, ale pracowałam przez pewien czas w bibliotece radiowej, bo taka była i to była też dobra szkoła, bo mogłam pogłębić moją wiedzę w różnych kierunkach. Lubię książki, więc po prostu nie narzekałam. A potem otrzymałam angaż do redakcji wiejskiej i w niej kilka lat pracowałam i sobie Też to chwalę, bo poznałam bardzo dobrze Wielkopolskę. Z wieloma ludźmi utrzymywałam, a nieraz i do teraz utrzymuję kontakty. Z ludźmi, którzy byli związani z kulturą, którzy imponowali mi swoją znajomością regionu. To były naprawdę świetne spotkania. Szczególnie wspominam mile biskupiznę.
JB: Wojciech Biedak przez wiele lat współpracował z Grażyną Wrońską. Jaką jest osobą, jakim jest radiowcem?
WB: Wspaniałym, by nie powiedzieć fenomenalnym. Dla mnie Grażyna Wrońska jest kimś absolutnie wyjątkowym. To jest osoba rzetelna, solidna, pracowita, ciekawa świata. Często ją można spotkać na szlakach miejskich, ale przede wszystkim jest to osoba, która wie bardzo dużo, a w zasadzie wszystko o poznańskiej kulturze i o ludziach poznańskiej kultury. Nie tylko wie, ale zawsze potrafiła się tą wiedzą dzielić. Jej pasją jest kultura, jej pasją jest Poznań, jej pasją jest Wielkopolska, historia Poznania i Wielkopolski i wreszcie jej pasją jest popularyzowanie tego wszystkiego, co ona wie lub się dowiaduje. Robi to w sposób lekki i taki, że człowiek się nie nie czuje przez nią nauczany, tylko czuje się partnerem, którego ona zaprasza do poznawania czegoś wspaniałego. W Radiu Poznań były, częściowo są dwie osoby, które zawsze nam służyły swoją wiedzą dotyczącą polszczyzny. To nieżyjąca Janina Karasińska-Frydryk i działająca, pracująca ob jak najdłużej Grażyna Wrońska. Mnie się zdarzało naprawdę, o czym dzisiaj powiedziałem, o dowolnej porze dnia i nocy, a często w nocy dzwonić na prywatny numer Grażyny z pytaniem jak się dane słowo pisze lub co należy zrobić z danym zwrotem, żeby to było poprawnie po polsku. Grażyna prawie zawsze wiedziała, bo jest mistrzynią także pod tym względem, a jeśli nie wiedziała, prosiła o chwilę czasu, dzwoniła do znanych tylko sobie specjalistów, oddzwaniała i przekazywała bezpieczną odpowiedź.
JB: Takim kluczem do sukcesu w pani przypadku jest to, że pielęgniarka Zajmowała pani te kontakty ze swoimi rozmówcami, ze swoimi gośćmi przez lata i z wieloma jest ten kontakt do dzisiaj, prawda?
GW: To jest po prostu ten majątek, który się gromadziło przez lata i on mi pozwala dosyć swobodnie poruszać się, podejmować różne tematy, bo mam właściwie wszędzie znajomych. I to takich, którzy chętnie odpowiadają na moje prośby, sugerują nawet pewne tematy. Także no jestem szczęśliwa, że mogę to robić. JB: Była redakcja rolna, ale też szefowała pani przez lata działowi kultury. Jaki to był czas?
GW: To były bardzo ciekawe lata. Współpracowałam wtedy z takimi znakomitymi osobami jak Barbara Miczko, Agata Ławniczak. Moim szefem jeszcze zanim objęłam po nim w tę funkcję był Stanisław Kamiński, który bardzo otworzył nas na okres międzywojenny, bo dużo wiedział o kulturze Poznania i rzeczywiście to yyy w sposób taki dobry potrafił przekazać.
No wtedy też w tej redakcji był Waldemar Modestowicz i następnie yyy Robert Mirzyński, Anna Gruszeczka, to był znakomity duet, który robił świetne audycje, bardzo pracowite i pod względem formalnym nowoczesne.
JB: Alina Kurczewska - kiedy ta znajomość się rozpoczęła? To była końcówka lat 70, dobrze liczę?
AK: Tak. Mnie dzisiaj też przypada rocznica 48 lat pracy w radiu, właśnie 1 września. Jak przyszłam do radia, to Grażyna mówi: "Grażyna jestem". Ja jest Zresztą znałam ją nieco wcześniej z różnych innych sytuacji.
JB: Kiedy przychodziłaś do pracy, to ona już kilkanaście lat tu pracowała?
AK: Oczywiście i była już taką osobą, na którą się patrzyło z wielkim szacunkiem. Aczkolwiek właśnie w tej chwili rozmawiałyśmy o tym, że wtedy radio było hierarchiczne, zupełnie inne, nie ma porównania. Potem nie tylko byłam moją koleżanką, ale także przygotowałyśmy razem szereg audycji z profesor Stanisławą Szeligowską, audycję o kupowaniu Poznaniu. Zdobyłyśmy nagrodę na konkursie imienia Jana Bebera w Warszawie właśnie za audycję o Tadeuszu Szeligowskim wraz z Ireną Gorczyńską. A więc mamy na swoim koncie nie tylko przyjaźń, współpracę, ale także małe sukcesy antenowe. Dzielicie pokój. Ten pokój to nie od tak dawna, bo Grażyna była szefową redakcji Kultury w innych miejscach w radiu, gromadziła swoje przepastne zbiory, ale tak się zawsze śmieje, bo żegnamy się po południu. Ona mówi: "Ja jutro nie przyjdę". Po czym pojawia się najpierw placek, a potem Grażyna: „no tak, coś mi wyszło i musiałam przyjść dzisiaj do pracy” i tak to się kończy.
JB: To jest znakomity radiowiec, ale też człowiek instytucja, prawda, znana właściwie powszechnie i przez urzędników, i przez ludzi kultury, dobrze przyjmowana, ceniona.
AK: Bardzo, bo naprawdę zna się na swoim fachu. Jeśli chodzi o współpracę z biblioteką Raczyńskich i w ogóle o panowanie nad rynkiem książkowym w Poznaniu to ma to w małym palcu, ale ona pojawia się w bardzo różnych kręgach, kulturalnych, koncertowych, wszelakich. Jest wszędzie bardzo ceniona.