Zapis rozmowy:
PJ: Jesteśmy w sali kominkowej w zamku cesarskim w Poznaniu w ramach projektu i wystawy Drwal Historia o męskości. Znajduje się w nim instalacja rzeźbiarska Doroty Nieznalskiej pod tytułem Fatherland. Składa się ona z 35 odlanych w żeliwie pikel haubów, które są idealnymi replikami prawdziwych hełmów noszonych przez armię cesarską na przykład w czasie I wojny światowej i one są ustawione na środku tej sali, leżą na podłodze, ale są ułożone na aksamitnych różowych poduszkach. Uzyskujemy tutaj bardzo ciekawy efekt napięcia formy i symboliki pomiędzy twardymi, czarnymi, szpiczastymi formami związanymi z wojskowością i z agresją, którą uosabiały Prusy i i Niemcy w czasie I wojny światowej, a jednocześnie ten symbol został uziemiony przez Dorotę Nieznalską, ponieważ na potrzeby tej prezentacji zostały uszyte przez nią własnoręczne poduszki, które jakby uziemiały tę symbolikę. Czyli mamy tutaj pewnego rodzaju poplątanie znaczeń. Z jednej strony cały czas widzimy ostre hełmy, ostre szpikulce w tych hełmach, które są falliczne, agresywne. Mamy miękkość poduszki, która ją trochę neutralizuje i wszystko to nam buduje bardzo wiele odniesień. Sama artystka mówiła o o glebie, na której może wyrosnąć coś nowego, nawet z najbardziej agresywnej przyszłości.
Magdalena Starska: Jestem tutaj, żeby zrobić działanie Socjologiczno-performatywno-artystyczne. Wywiesiłam materiały, które są trochę flagami, trochę prześcieradłami, są białe poduszki i to wszystko jest równolegle symetryczne do płaskorzeźb, które są z gipsu, a udają kamień i one są o tysiącu lat walki o Poznań, o nasze miasto. I jak tak się przyglądamy tym płaskorzeźbom, no to widać, że ta propaganda wtedy bardzo była mocno nastawiona na walkę, na bohaterstwo na siłę roboczą, na rycerzy, na stawanie za czymś murem i kobiety tutaj są tylko w takiej roli jakby żona albo ktoś z tłumu i jest dużo panów z wąsami. Chciałam po prostu pokazać, że przerysowując te gesty z tych z tych płaskorzeźb, pozbawiając je właśnie tych tradycyjnych i takich obowiązujących ikonicznych elementów elementów symbolicznych typu broń, hełm, flaga, bomba. To co gdyby to wymazać i po prostu dać ludziom wpisać się w te pustki z tym, co teraz przeżywają.
Łukasz Kaźmierczak: Jest dużo pozostawionego miejsca, to jest świadomy zabieg, dlatego, że ta praca dopiero będzie wypełniana i nie ma tutaj żadnych granic, jak rozumiem, żadnych limitów.
MS: Nie ma żadnych granic, dokładnie. Można zrobić rysunek, można zrobić opis, instrukcję obsługi życia po swojemu i co myślimy poza algorytmami, bo teraz ta władza, ta męskość taka mi się wydaje, że ona jest właśnie w algorytmie.
Iza Tarasiewicz (rzeźbiarka): Dla mnie osobiście władza kojarzy się z siłą męską i bardzo się cieszę, że Przemek zaprosił mnie do takiego tematu, do takiej wystawy. Moje podejście jest trochę żartobliwe. Mam nadzieję, że widać w tych pracach przeskalowanych.
ŁK: Artefaktem z popkultury jest ten scyzoryk szwajcarski. Pani sobie go użyła jako taki wehikuł... IT: Ja w pewnym momencie zaczęłam sobie fantazjować i wymyślać na nowo te końcówki tego noża, że tak powiem. Rzeczywiście scyzoryk szwajcarski był tym pierwszym takim impulsem do myślenia o takiej kieszonkowej małej armii, którą my mamy i teraz używamy takiego scyzoryka bardzo potocznie, no wkładamy do torby, idziemy na grzyby, jedziemy na jakiś piknik. To się przydaje, ale w ogóle mnie interesuje ta refleksja, która bardzo mocno jest w tym obiekcie zawarta, czyli ta historia to było stworzone dla dla żołnierzy. Jeżeli myślimy o tej stronie, to ten kontekst już nie jest aż taki fajny. My musimy wiedzieć, że to jest wciąż jakby narzędzie do obrony. Myśląc o temacie wystawy, to wydaje mi się, że też to bardzo fajnie się spaja z tematem dotyczącym męskości, siły, poza tym się zawsze kryje strach. W tej samoobronie, w takim obiekcie jak mi jest scyzoryk, jest ukryty właśnie strach przed światem, przed intruzem, ale też strach przed samym sobą.