Eleni wystąpi w mniejszych miejscowościach. Artystka lubi koncerty bardziej kameralne, bo - jak mówi - bliżej jej do publiczności. Te spotkania mają zupełnie inny wymiar, bardziej intymny. Zapraszamy. Być może uda się państwu spotkać z artystką, pośpiewać wspólnie przeboje, do których publiczność niezwykle chętnie wraca.
Zapis rozmowy:
Eleni: Z jednej strony cieszymy się, bo mogę się z moją publicznością spotkać i świętować to 50 lat mojej mojej pracy artystycznej. Dziękuję też moim fanom - i bardzo naprawdę im dziękuję - za to, że ciągle są. Wracając do tych 50 lat, to nie jestem tylko ja, bo jednak jest wiele osób, to są kompozytorzy, to są autorzy tekstów, to są aranże - zwłaszcza Piotrek Kałużny wiele aranżów nam zrobił i zrealizował wiele płyt. To jest wielu ludzi, którzy pracowali na to. Teksty Leszka Konopińskiego mówiły „o czymś” i mają ciągle „przesłanie”. Ja bardzo kocham teksty Leszka Konopińskiego. Potem oczywiście rozpoczęła się współpraca z Jackiem Bukowskim, też bardzo piękne teksty pisał.
Sławomir Bajew: Znalazłem takie nazwisko kiedyś przeglądając te piosenki i mówi, że Witold Skowroński to jest tekst angielski.
Eleni: Tak, on przygotowywał mnie do płyty w języku angielskim.
SB: I to jest nasz to jest nasz Wito, Wituś tłumacz prezydencki, królewski
Eleni: Tak nasz Wituś profesor. Witek właśnie przygotowywał mnie do płyty Lovers, bo ja w tamtych czasach nie znałam języka angielskiego. Jak my to zrobiliśmy, to tylko Witek wie. I ja nauczyłam się, przygotowałam się bardzo dobrze - Witek mnie bardzo dobrze przygotował, no i udało się. Ta płyta została płytą platynową.
SB: Po grecku śpiewasz, śpiewasz po angielsku i śpiewasz po polsku - przede wszystkim. Bo tak: polski to jest, powiedzmy, jeden z dwóch twoich takich podstawowych języków, bo nie wiem, w domu mówiło się po grecku czy po polsku?
Eleni: Do szóstego roku życia mówiłam tylko po grecku. Poszłam do szkoły, nauczyłam się języka polskiego bez problemu. Rodzice nie znali języka polskiego.
SB: Despina i Perikles.
Eleni: Tak. No tylko z dziećmi oczywiście pojedyncze słówka mówiłam po polsku, ale szybko się nauczyłam. Nie było problemu Dużo słucham muzyki greckiej w domu. Oglądamy programy telewizyjne z Grecji, muzyczne programy, które też dużo nam dają i żeby ciągle obcować z tym językiem, bo jednak trzeba cały czas.
SB: To musi być żywe jak piosenka „Troszeczkę ziemi, troszeczkę słońca”.
Eleni: Tak, ale ale nie mam problemu.
SB: To w takim razie jeszcze do Despiny i Peryklesa, którzy trafili do Polski w latach 50 albo na początku 50, czy końcówka 40, bo to była ta wielka emigracja...
Eleni: Tak, w latach 50-tych. Jeszcze chciałabym dodać, bo autorem tekstu greckich piosenek, które Kostas pisał, jest Nikos Hazenikolau. Bo wróciłam właśnie do greckiego zespołu Prometeusz - tak w myślach teraz - i pamiętam, że te pierwsze płyty, które realizowaliśmy w języku greckim, to autorem tekstu był - przecież też poznaniak jakby nie było, prawda? Też świętej pamięci. Już Boże, tyle pięknych ludzi odeszło już. No moi rodzice przybyli w latach 50-tych z moim rodzeństwem, które urodziło się w Grecji. A ja i mój brat urodziliśmy się w Polsce. Pięciu braci i pięć sióstr, taka dziesiątka. Ja najmłodsza w rodzinie i i starsze rodzeństwo musiało się mną opiekować. Do tej pory mi to wypominają oczywiście. No także wyrastałam wśród mojego rodzeństwa, które muzykowało. Moi bracia grali na gitarach, siostra na mandolinie wtedy były popularne zespoły mandolinistów i dużo śpiewaliśmy w domu.
Anna Jaworska: Eleni wspomniała, że macie nowy materiał, 30 piosenek, które są przyczajone i czekają. Właśnie zastanawiam się, czy one już funkcjonują na koncertach w kontakcie z publicznością. Już już coś pani próbowała?
Eleni: Właśnie chcę wprowadzić i nawet zapytać publiczność czy mogę zaśpiewać nową piosenkę, jeśli nawet nie mam opanowanego tekstu, to czasami robię tak, że wychodzę z karteczką i pytam, czy mogę wesprzeć się tak. Wszyscy krzyczą: tak, oczywiście! Oczywiście nie zaglądam do tej kartki, ale ona musi być dla bezpieczeństwa. Także mam w planie wprowadzenie nowości.
SB: Artysta, jak śpiewa 50 lat, to już na pewno nie czuje tremy...
Eleni: O, nie, nie.
SB: Nie?
Eleni: Jeszcze większa trema jest czasami. Zawsze jest taki mały niepokój, żeby wszystko wypadło dobrze, żeby gardłowo coś nie zawiodło, a czasami myślę: Boże! Żeby tylko nie zapomnieć tekstu, bo to też się zdarza, niestety. Nawet przy piosence „Miłość jak wino” zdarzyło mi się parę razy.
SB: A te 50 lat daje piękną perspektywę, prawda?
Eleni: Tak. I tak można na pewno na jakieś etapy podzielić, dlatego że były te początki, była ta współpraca z zespołem greckim Prometeusz - założycielem był przecież Kostas - wcześniej Helen, potem Prometeusz. I pamiętam moje pierwsze koncerty - w Domu Kultury w Gdyni. To był Dom Marynarza, tak się to nazywało. Wychodziłam z gitarą, bo akompaniowałam sobie z sama i śpiewałam takie dwie greckie ballady. Oczywiście dziewczyny z zespołu ubierały mnie, malowały mnie, bo ja nawet nie potrafiłam się malować, więc one mnie szykowały. I te pierwsze wyjścia bardzo to przeżywam. Bardzo dużo ludzi pamięta ten koncert. To jest w ogóle fenomen. Ja mówię: "Niemożliwe. Tak, my pamiętamy". Pokazywaliśmy, przedstawialiśmy polskiej publiczności kawałek Grecji.