Największą obelgą jest dzisiaj bycie nazwanym populistą. To pojęcie służy do stygmatyzowania. Szczególnie Polacy, elektorat PiS-u, a w szczególności Kukiz'15 są podatni na tę przypadłość. Nagle się okazało jednak, że nie tylko Polskę, ale całą Europę niszczy wirus populizmu. Jak kiedyś faszyzm.
Z faszyzmem niewiele ma populizm wspólnego. Bliższe przyjrzenie się temu zjawisku nie pozwala na jego negatywną klasyfikację. Populizm zdaniem amerykańskiego politologa Christophera Lascha stanowi paliwo demokracji, jest jej odruchem obronnym. Nie pojawił się nagle, ale był słabo rozpoznany, gdyż sprzeciwiał się europejskiemu postępowi i migracji muzułmanów. Dopóki był słaby, wydawał się anachroniczny W szerszym planie dzisiejszy populizm to konsekwencja procesu historycznej zmiany, jaką przyniosły globalizacja i kryzys państwa opiekuńczego. Towarzyszył temu procesowi wzrost znaczenia instytucji pozbawionych demokratycznej legitymizacji. I to zarówno na poziomie narodowym (sądy konstytucyjne i banki centralne) czy też międzynarodowym (Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Bank Światowy) i wreszcie ponadnarodowym (Komisja Europejska, Europejski Bank Centralny). Europejski system narzucił państwom członkowskim ograniczenia i nakazy, co oznaczało lekceważenie woli ludu wyrażaną na szczeblu narodowym. Realizacja zobowiązań politycznych złożonych krajowym wyborcom wymagała i wymaga zgody instytucji europejskich oraz innych państw członkowskich. W doświadczeniu Europejczyków rewolucja gospodarcza i socjalna wywołana przez nowy kapitalizm, zaczęła się łączyć się z rewolucją polityczną, postrzeganą jako możliwość utraty kontroli nad władzą publiczną.
Zatem współczesny, nie tylko polski populizm, jest wyrazem demokratycznego konserwatyzmu. Jest wyrazem woli obrony porządku demokratycznego w obliczu groźby wyłonienia się władz ponadnarodowych, niezależnych od suwerennej decyzji narodu. Populizm nie jest zatem tylko wyrazem zwykłego społecznego niezadowolenia. Stanowi on w głębszym ujęciu protest przeciw osłabieniu regulacji demokratycznej. Łatwo zauważyć, że populiści nie tylko nie przestają posługiwać się słownikiem demokratycznym, ale wręcz domagają się jego odrodzenia.Wmawianie zaś, że współczesny populizm jest bezpośrednim nawiązaniem do ruchów faszystowskich czy rewolucyjnych, to efekt kompletnego braku rozpoznania istoty zjawiska. Ruchy rewolucyjne niszczyły demokrację. Populizm ją wzmacnia.
Przewrót, jaki przyniosła totalna władza ekonomii, był i jest niemożliwy do zaakceptowania przez wszystkich, gdyż podział dóbr daleki jest od elementarnego poczucia sprawiedliwości. Uruchomił raczej odruch obronny. Populista dzisiejszy jest raczej konserwatystą. „Rewolucyjna” zaś jest, na ile w ogóle może być jeszcze radykalna liberalna elita, która promuje gender. Nie jest populizm ideologią, gdyż nie przynosi na szczęście żadnej koncepcji polityczno-światopoglądowej w celu „uszczęśliwiania” jak komunizm. Jest raczej postulatem. To, co potwierdza demokratyczną naturę populizmu to fakt, że ma on rację bytu w zasadzie tylko w systemach konstytucyjnych, opartych o zasadę przedstawicielstwa. Populizm często rozumiany jako wypaczenie demokracji, jest tak naprawdę reakcją na kryzys demokracji. Populizm kieruje się przeciwko państwu ocenianemu jako zepsute. Siłą programu populistycznego jest prostota projektu o ludowym charakterze, apel o ustanowienie wpływu rządzonych na sprawujących władzę, zrobienie porządku z tzw. elitami.
Zatem to, co się dzieje w Polsce, w szerszym europejskim tle nie jest niczym zaskakującym. Bycie populistą to nie wstyd. To raczej powód do dumy. Bo jak nazywali Grecy tych, którzy nie interesowali się polityką? „Idiotes”.