Swego czasu było reklamowane takie hasło "Myśl globalnie - działaj lokalnie". Pojęcie globalizacji miało mityczną rangę, ponieważ przychodziło z Zachodu. A skoro z Zachodu, to absolutne dobro. Nikt tego nie analizował. Takie bezkrytyczne przyjmowanie idei z innego kręgu kulturowego i narodowego świadczy o słabości kultury. Kryzys finansowy 2008 roku ujawnił zdecydowane pęknięcia na tym wspaniałym wizerunku. Ideologia globalizmu zakłada budowę świata coraz doskonalszego. Była i jest projektem totalnej modernizacji ludzkości. Ta wizja, która mami wiele umysłów, powoduje że wszystko, co do tej wizji nie dorasta, jest traktowane jako wrogie i reakcyjne.
Globalizm - jak się wydaje - wspiera doprowadzona do skrajności idea liberalna. Ale nie tylko. W 2005 roku amerykański politolog i historyk Paul E. Gottfried napisał książkę pt. "Dziwna śmierć marksizmu, Europejska Lewica w Nowym Tysiącleciu". Otóż pokazał on w tej książce, że owszem, dawny rewolucyjny marksizm umarł, ale narodził się post-marksizm, dziwnie interpretujący główne przesłanie guru lewicy Karola Marksa. Post-marksiści skupiają się na permanentnej zmianie w sferze kulturalno-obyczajowej - "małżeństwa" homoseksualne, budowanie meczetów na koszt europejskich podatników, odrzucenie wszelkich ograniczeń w "ekspresji seksualności", propagowanie alternatywnych stylów życia, "genderyzm", zwalczanie homofobii i uprzedzeń rasowych, "tolerancjonizm", wprowadzenie prawnych ograniczeń wolności słowa przez walkę z tzw. "mową nienawiści".
Globaliści posługują się nowoczesnym kapitalizmem do osiągnięcia swoich celów w myśl pewnej uwagi, którą Karol Marks wyraził w "Kapitale". Pisał on, że dzięki industrialnemu kapitalizmowi "obalone zostały wszelkie szranki ustalone przez przyrodę i obyczaj, wiek i płeć, dzień i noc".
W tym samym kierunku zmierza potężny globalny kapitalizm, który wchłania doktryny marksistowskie oczyszczone z rewolucyjnych motywów, stając się siłą rewolucyjną, która objawia się w życiu społecznym jako "normalność". Przesłanie globalnego kapitalizmu jest "antynacjonalistyczne" i "antyfaszystowskie" z wiadomych względów, bo opór stawia państwo narodowe. Utożsamianie zaś tego, co faszystowskie z tym, co narodowe, to gigantyczna manipulacja.
Siła globalizmu - czyli innymi słowy "przeznaczenia", tego co wydaje się wielu jako oczywista oczywistość - "wyzwala" kobiety, gejów i wszelkie inne mniejszości spod opresji tradycyjnej kultury i obyczajowości, wykorzenia tradycyjne przesądy, likwiduje narodowe, rodzinne, klasowe, religijne tożsamości i lojalności. Znosi wszelkie różnice i jak walec spłaszcza wszystko, co nie mieści w jego polu widzenia, zwłaszcza wszelkie idee metafizyczne jako niepoważnie bajki.
Obalanie granic, znoszenie tabu i likwidacja stereotypów to słodka muzyka koncertu, który z rozkoszą słuchają zarówno post-marksiści jak i globalni kapitaliści w rodzaju Georga Sorosa. Ktoś mógłby rzecz: co tym złego? Otóż homogenizacja, likwidacja wszelkich różnić to działania o naturze totalitarnej, dobrze przez socjologię i politologię zachodnią - ale nie marksistowską - rozpoznane. Nie chciałbym, aby trafną okazała się intuicja Hannah Arendt w "Korzeniach totalitaryzmu", że barbarzyńcy są wśród nas, niczym się od nas nie różnią wyglądem. Są bardzo nowocześni. Czekają na swój czas.