NA ANTENIE: Serwis informacyjny
Studio nagrań Ogłoszenia BIP Cennik
SŁUCHAJ RADIA ON-LINE
 

Poznań nie ma pieniędzy na to, by tramwaje i autobusy jeździły co 12 minut poza godzinami szczytu

Publikacja: 17.02.2023 g.10:42  Aktualizacja: 17.02.2023 g.12:44 Łukasz Kaźmierczak
Poznań
Teraz kursy są co kwadrans. Zmianę wprowadzono od początku ferii.

Jan Gosiewski, Dyrektor Zarządu Transportu Miejskiego mówił w Kluczowym Temacie Radia Poznań, że urzędnicy zrobią wszystko, by tramwaje i autobusy jeździły częściej. Ale jak zaznaczył, będzie to zależało od pieniędzy, których dziś brakuje.

Problem narasta - bardzo poważnie rosnących kosztów i tego, że pula środków miejskich nie rośnie w takim tempie, jak koszty. Zmiana została wprowadzona od początku ferii do odwołania. Jako organizator transportu bardzo byśmy chcieli ten standard 12-minutowy w godzinach międzyszczytu przywrócić. Będziemy do tego dążyć, pod warunkiem, że będziemy dysponować środkami, aby za pracę przewozową zapłacić

- mówi Gosiewski.

Dyrektor Gosiewski dodał, że problemem miejskiego przewoźnika jest brak chętnych do pracy jako kierowców i motorniczych. Brakuje ponad 100 osób.

Cała rozmowa poniżej:

Łukasz Kaźmierczak: Od lutego w Poznaniu jeździ mniej tramwajów, w okresie poza szczytem komunikacyjnym. Mają kursować co 15, a nie co 12 minut - jak do tej pory. To miało być pierwotnie na czas ferii. Po feriach utrzymujemy te kursy?

Jan Gosiewski: Niezupełnie na czas ferii. Moment zmian w rozkładach jazdy autobusów dedykowanych przejazdom szkolnym to przy okazji zmiany rozkładu...

Załatwiliście tramwaje...

Ta zmiana, która wynika z tego, w jakiej trudnej sytuacji jest transport publiczny zarówno w Poznaniu i we wszystkich miastach. Problem narasta - bardzo poważnie rosnących kosztów i tego, że pula środków miejskich nie rośnie w takim tempie, jak koszty. Zmiana została wprowadzona od początku ferii do odwołania. Jako organizator transportu bardzo byśmy chcieli ten standard 12-minutowy w godzinach międzyszczytu przywrócić. Będziemy do tego dążyć, pod warunkiem, że będziemy dysponować środkami, aby za pracę przewozową zapłacić. W dyskusji w mediach wybrzmiały określenia, że to są oszczędności. To nie jest tak, że kosztem ograniczenia, kosztem pasażera, wygody my staramy się oszczędzić, żeby było na coś innego, to kwestia taka, że nie dysponujemy środkami, żeby zapłacić za pracę. To jak w gospodarstwie domowym przy wzroście cen, to, że ktoś stara się kupować mniej produktów, to nie oznacza, że on czyni oszczędności. To oznacza, że nie ma pieniędzy.

Czy pan trochę nie świeci oczami za prezydenta Jaśkowiaka? On w ubiegłym roku, kiedy wprowadzana była podwyżka cen biletów obiecał, że nie przełoży się to na cięcia.

Zmiana taryf nie była wprowadzana w ubiegłym roku, tylko decyzje polityczne były w 2019, wprowadzenie w roku 2020. W kolejnych miastach już w roku 2022 po raz kolejny dokonywano zmian cen, w związku ze wzrostem kosztów i wówczas prezydent Jaśkowiak powiedział, że będzie dążył do tego, żeby nie ruszając taryfy, co też w uwarunkowaniach poznańskich jest dosyć oczywiste...

Trudno rok do roku robić podwyżki.

Nie rok do roku, podwyżka była w 2020. Nawet gdyby miała nastąpić w 2023, to są trzy lata przerwy. Warto pamiętać, jak wygląda proces ustalania taryfy. Chociażby państwo jako podmiot, zmieniając cennik reklam, decyzją zarządu, podejmujecie taką decyzję. Zmiana taryf to jest proces, który rozpoczął się jesienią 2019 roku. W budżecie, który był przyjmowany na rok 2020, w grudniu roku 2019 skutki tej zmiany były uwidocznione. A decyzja, uchwała ws. zmiany taryfy była z marca 2020.

Czas źle zweryfikował słowa Jacka Jaśkowiaka.

Nie do końca, ponieważ powiedział, że będzie podejmował starania, by nie było konieczne dokonywanie cięć. Trudno obciążać prezydenta Poznania odpowiedzialnością za chociażby wzrost cen energii. Do ostatniej chwili nie było wiadomo, czy podmioty organizujące transport publiczny będą objęte preferencyjną stawką energii. Poznań pierwszy przetarg na energię musiał unieważnić, bo gdyby nie udało się wylobbować zapisu, że transport publiczny ma stawkę energii zamrożoną, to nie wiem, jakie musiałyby być jeszcze cięcia z obiektywnej przyczyny, braku środków.

Zacytuję opinię słuchacza, który napisał pod artykułem, że on by się nawet zgodził na te 15 minut, żeby jeździły środki komunikacji, także autobusy, tylko niech to będzie punktualnie. Podobno z braku taboru wypadają kolejne kursy.

Z powodu braku kierowców. Z taborem nie ma problemu, jest problem ogólnoeuropejski z kierowcami. Szacunki są takie, że brakuje ponad 100 tys. osób w tym obszarze do wykonywania pracy.

Mówi pan o skali europejskiej.

Tak, a w samym Poznaniu mówimy o stu kilkudziesięciu możliwych do pokrycia wakatach.

Ale nie ma tylu rąk, żeby raz na kwadrans pojechał autobus danej linii. To nie jest w końcu tak dużo kursów.

Niestety ta sytuacja z dostępnością kierowców jest trudna, dotyka także innych miast. Z jednej strony mamy obszar demograficznych problemów, że w ogóle brakuje rąk do pracy, nie tylko w branży transportowej, z drugiej strony kwestia wynagrodzeń. W transporcie międzynarodowym, towarowym, czy nawet osobowym zarobki dla kierowców są dużo wyższe.

Ale tam też brakuje rąk do pracy.

Ale gdybyśmy chcieli zmniejszyć skalę problemu w Poznaniu oczywiste jest, że powinniśmy dać wyższe zarobki kierowcom. Skąd pokryć koszty?

Może to kwestia przesunięcia z innych dziedzin. To kwestia tego, na ile ludzie stawiają na transport publiczny, bo na razie mieszkańcy są zniechęceni.

Nie jestem kompetentny, żeby wyzerować kulturę czy inne obszary.

Może niekoniecznie wyzerować.

Co najbardziej obciąża budżet samorządu? Oświata, która jest zadaniem własnym państwa.

Ale zlecanym.

Ale niezapłaconym, tu jest problem. Gdyby państwo zlecając zadanie pokrywało jego koszt. Problem albo w ogóle by nie istniał, albo skala byłaby znacznie mniejsza.

Widzę, że jest pan rzecznikiem Mariusza Wiśniewskiego także w tematach oświaty.

Nie jestem politykiem, jestem transportowcem, ale nie mogę nie zauważyć przyczyn pewnych problemów. Wszyscy zachwycali się biletem za 9 euro w Niemczech. Projekt tak się sprawdził, że teraz wprowadzono bilet za 49 euro miesięcznie na wszystkie komunikacje miejskie. To jest polityka rządu, za tym projektem są setki milionów euro finansowania tego przedsięwzięcia, a u nas jest oczekiwanie, że będzie wysoki standard transportu publicznego, a z perspektywy systemowej władz państwa nikt nie zauważa, że transport miejski jest istotnym elementem funkcjonowania państwa.

To jest zadanie gminy, samorządu...

Zadanie własne, by było realizowane, musi mieć możliwość bycia sfinansowanym. Jeżeli ktoś obcina finansowanie z PIT.

Ale obywatele więcej zostawiają pieniędzy. Widzę, że zaczynamy upolityczniać temat.

Ja mówię o finansach, nie o polityce.

Miasto też upolityczniło temat. Miasto mówi, że będziemy stawiać na zielony transport, zbiorowy, a tak się nie dzieje, bo ograniczane są kursy. A tak się nie dzieje.

Dzieje się.

Zwiększane są kursy? Nie ma zwiększanych kursów. Ceny biletów...

Zmiana cen biletów w 2019 roku, po 7 latach bez zmian. Ile kosztowały usługi...

A u was biją murzynów.

Wobec tak wielkiej inflacji wszystkie podmioty mają prawo podnosić cenę. Wszyscy pracownicy oczekują wzrostu wynagrodzeń, a zakładamy, że cena komunikacji publicznej przez 10 lat nie może się zmienić.

Dąży się do tego, żeby poznaniacy przesiedli się do tramwajów i autobusów. A mam przykład - historię znajomej, która chciała być bardzo eko. Ma samochód, ale postanowiła jeździć komunikacją zbiorową. Jak jej wypadło kilka kursów i nie zdążyła do pracy, to wróciła do samochodu.

Mam nadzieję, że również ten element, który utrudnia w tym momencie części pasażerów podróżowanie komunikacją publiczną i powoduje, że na pewno czasowo przesiedli się do samochodów, jak trwające prace remontowe, które też są podejmowane po to, aby ta jakość się poprawiła, w momencie, kiedy się zakończą, jestem przekonany, że w osi komunikacyjnej poznańskiego szybkiego tramwaju, czy trasy kórnickiej, osoby, które dziś, być może z powodu, że czas przejazdu trasą objazdową wydłużył się, korzystają z komunikacji indywidualnej, samochodowej, od razu wrócą do komunikacji tramwajowej, bo przykładowo z os. Lecha, Tysiąclecia, czy z Piątkowa, dojazd tramwajem jest nieporównywalnie szybszy.

Kiedy możemy spodziewać się powrotu Pestki? Deadlinem jest koniec maja.

Kontraktowo to koniec maja, szanse, aby było to szybciej są. Jakie są? Nie jestem w stanie powiedzieć. Wykonawcy nie mogą tego zadeklarować tego, nie wiedząc, jaka jeszcze będzie zima.

A św. Marcin?

Mamy informację, że w połowie roku torowiska powinny być zakończone, gotowe do funkcjonowania. Ten układ linii komunikacyjnych w połowie roku można przywrócić.

Rataje to pewnie koniec roku.

Tam prace trwają, daty dziennej nie pamiętam, to była jesień. Niezależnie, od dat kontraktowych, gdy tylko jest możliwość wcześniejszego wykorzystania już oddanej infrastruktury tramwajowej, to myślę, że liczne przykłady pokazują, że my z tego korzystamy - choćby dojazd do Słowiańskiej, odcinki, które były w czasie budowy linii na Naramowice. Każdy możliwy odcinek staramy się wykorzystywać.

Czy macie pomysł jak pomóc MPK w pozyskaniu rąk do kierowania?

Po naszej  stronie - możemy publicznie podnosić kwestię finansowania usług transportowych.

Pukanie do prezydenta.

Nawet nie tyle do prezydenta. Poprzez uczestnictwo w izbie gospodarczej komunikacji miejskiej, albo forum stowarzyszenia transportu podkreślać, że potrzeba rozwiązań systemowych, finansowania transportu miejskiego w ujęciu systemowym, jak na zachodzie.

https://radiopoznan.fm/n/RRqroi
KOMENTARZE 0