Wczoraj Sejm zatwierdził decyzję Prezydenta Andrzeja Dudy o wprowadzeniu stanu nadzwyczajnego na pograniczu. W ocenie Szynkowskiego vel Sęka część posłów opozycji wyraziła się ze zrozumieniem dla tej decyzji.
Miałem wczoraj wrażenie na sali sejmowej, że kiedy premier polskiego rządu i minister spraw wewnętrznych i administracji przedstawiali te argumenty, to część posłów opozycji, trochę inaczej niż przy okazji innych debat, kiedy są żywi i pokrzykują, to siedziała skonsternowana, tak naprawdę zastanawiając się, dlaczego my w ogóle jesteśmy przeciw. Takie miałem wczoraj poczucie na sali sejmowej, że co niektórzy czuli się do tego sprzeciwu przymuszeni dyscypliną partyjną
- mówił Szynkowski vel Sęk.
Za utrzymaniem stanu wyjątkowego głosowało 247 posłów, a 168 było przeciw. O wprowadzeniu takiego kontekstu prawnego zdecydowały w ocenie wiceszefa polskiej dyplomacji działania hybrydowe Białorusi, który chce przełamać polską granicę i pokazać tym samym słabość polskiego państwa.
Kolejnym elementem są białorusko-rosyjskie manewry wojskowe "Zapad 2021", które są największymi tego typu działaniami w Europie od 40 lat.
Jeśli państwo polskie okazałoby słabość, mielibyśmy takich obozów kilkadziesiąt, a osób koczujących na granicy setki, a może tysiące
- mówił Szymon Szynkowski vel Sęk.
Poniżej cała rozmowa w audycji Kluczowy Temat:
Łukasz Kaźmierczak: Wczoraj Sejm nie uchylił rozporządzenia prezydenta w sprawie uchylenia wprowadzenia stanu wyjątkowego w części województw podlaskiego i lubelskiego. Obserwując obrady Sejmu zastanawiam się, czy ten stan wyjątkowy jest w tej sytuacji niezbędny? Słuchając części opozycji można by zrozumieć, że to przesadyzm i straszenie obywateli – takie głosy padały z mównicy sejmowej. Jak rzeczywiście wygląda ta sytuacja?
Szymon Szynkowski vel Sęk: Polska mierzy się na swojej wschodniej granicy, a to przecież tym samym wschodnia granica Unii Europejskiej, z działaniami hybrydowymi wymierzonymi w bezpieczeństwo naszego kraju. To są zaplanowane, dość systematycznie prowadzone działania prowadzone przez Aleksandra Łukaszenkę, który nie ukrywa specjalnie, że stosuje tego rodzaju metody. Najpierw stosował je wobec Litwy, ale kiedy podjęła bardzo zdecydowane kroki, mogła też liczyć na naszą solidarność, która wyrażała się wsparciem służb, które wspomagały stronę litewską w zabezpieczaniu granicy. Kiedy przełamanie tej granicy się nie udało między innymi dzięki wprowadzeniu odpowiednich regulacji prawnych...
Stan nadzwyczajny na Litwie wprowadzono.
Otóż to. To przyszła kolej na prowadzenie tych działań na newralgicznym odcinku granicy z Polską. Zarówno Straż Graniczna w pierwszym etapie, jak i wspomagana przez wojsko polskie, podjęła działania zabezpieczające granicę, ale w związku z presją migracyjną potrzebne były dodatkowe środki. To jest także element fizycznego zabezpieczenia granicy, ale także stworzenia takiego kontekstu prawnego, który zamknie tę scenę, otwartą przez Łukaszenkę, o której mówił też wczoraj w Sejmie premier Mateusz Morawiecki, na której niestety zaczęli występować też politycy opozycji, przez co udało się Aleksandrowi Łukaszence stworzyć spektakl skoncentrowany na pewnej grupie migrantów oczywiście w sposób planowy tam przywiezionej przez służby białoruskie po to, by zwiększyć zainteresowanie tym tematem. Skoro nie udało się masowo przełamać polskiej granicy dzięki sprawności polskich służb, to zdecydowano się na inną metodę – umedialnienia tego spektaklu. Pozostaje tylko ubolewać, że z jednej strony nie rozumie tego opozycja, ale inaczej jest w innych państwach Unii Europejskiej, które doskonale rozumieją tę sytuację i solidaryzują się z Polską. Tak samo instytucje europejskie.
Na poziomie dyplomacji tak, zgadzam się. Być może za słabo przekonywaliście opozycję, nie pokazaliście wystarczających argumentów – zobaczcie od tylu i tylu tygodni Białoruś prowadzi działania hybrydowe, tyle i tyle było prób przekroczenia granicy. Rozmawiałem z posłanką Kretkowską, która mówiła, że to chodzi o kwestię przyzwoitości, 30 osób na granicy, że to prawdopodobnie są też Afgańczycy, że może też należałoby im pomóc, a potem uszczelnić granicę. Takie argumenty padają i być może za słabo to uargumentowaliście?
Myślę, że te argumenty, które padały w tej dyskusji wcześniej, a także wczoraj w Sejmie były na tyle mocne, że ten wynik głosowania był bardzo jednoznaczny. Zwracam uwagę, że nieco ponad 160 posłów opowiedziało się za uchyleniem stanu nadzwyczajnego. Nawet część opozycji wyraziła się ze zrozumieniem dla tych racji. Miałem wczoraj wrażenie na sali sejmowej, że kiedy premier polskiego rządu i minister spraw wewnętrznych i administracji przedstawiali te argumenty, to część posłów opozycji, trochę inaczej niż przy okazji innych debat, kiedy są żywi i pokrzykują, to siedziała skonsternowana, tak naprawdę zastanawiając się, dlaczego my w ogóle jesteśmy przeciw. Takie miałem wczoraj poczucie na sali sejmowej, że co niektórzy czuli się do tego sprzeciwu przymuszeni dyscypliną partyjną. Argumenty były oczywiste. Były też przedstawione na konferencji prasowej zdjęcia, że służby białoruskie w pełni obsługują tych migrantów – przywożą im jedzenie, wodę, powerbanki.
W rozmowie z posłanką Kretkowską próbowałem te argumenty ujawniać. Mówiłem, że jest to akcja zorganizowana, że są dowody, filmy, jest pokazywana ta cała działalność białoruskich służb wokół tego. Czy ta sytuacja nie jest na tyle poważna, teraz zacytuję byłego Prezydenta Bronisława Komorowskiego, który mówił, że może należałoby pomyśleć o wprowadzeniu stanu wojennego skoro mam do czynienia z tak poważnym zagrożeniem dla naszego państwa?
Przedstawiciele opozycji trochę od ściany do ściany w tych argumentach. Z jednej strony tylko 30 osób i sytuacja drobna. Tak niektórzy próbują argumentować i tu Pan przytoczył słowa posłanki Kretkowskiej. Z drugiej strony niektórzy przedstawiciele opozycji mówią, że środki zaradcze powinny być podjęte zdecydowanie mocniejsze. Po pierwsze, oni nie dysponują tak szczegółowym oglądem sytuacji, jakim dysponują służby. To także z racji bezpieczeństwa państwa. Zwróćmy uwagę, że jeżeli są tacy posłowie opozycji, którzy próbują biegać w okolicy granicy państwa, to pokazuje, że brak jest niektórym politykom odpowiedzialności nie tylko za własne słowa, ale i czyny w kontekście zapewnienia Polsce bezpieczeństwa. Służby wiedzą, że w danym momencie należy podjąć adekwatne środki do zagrożenia. Wtedy, kiedy ta presja nie była duża, to wystarczającym środkiem było zabezpieczenie granicy przez Straż Graniczną. Kiedy tę presję Aleksandr Łukaszenka celowo zwiększył, to trzeba było podjąć inne środki. Zwracam uwagę, bo moim zdaniem groźniejszy jest ten argument podnoszony przez polityków opozycji niedoceniania powagi zagrożenia. To oczywiście nie chodzi o jakąś niewielką grupę ludzi. Chodzi o to, żeby powiedzieć Łukaszence, że złamał granicę i pokazał słabość państwa polskiego, żeby mógł dać sygnał tym wszystkim migrantom, których sprowadza i sprowadził na Białoruś – „Bardzo proszę, przez granicę polsko-białoruską można przejść. Ona nie jest szczelna. Państwo polskie pod presją różnych działań medialnych i uwarunkowań wewnętrznych jest w stanie ustąpić.” - Taką narrację chciałby przedstawić Aleksandr Łukaszenka. Nie możemy mu na to pozwolić. To jest też ważna kwestia w kontekście wojny informacyjnej, która jest elementem działań hybrydowych. Informacji o słabości państwa polskiego nie może wykorzystywać białoruski reżim. To jest zasadniczy element tej sytuacji, który należy przypominać, kiedy opozycja mówi, że to dotyczy niewielkiej grupy osób. Dzisiaj niewielkiej, ale jeśli państwo polskie okazałoby słabość, mielibyśmy takich obozów kilkadziesiąt, a osób koczujących na granicy setki, a może tysiące.
Mówi Pan o wschodniej granicy Polski, a to też wschodnia granica UE. To też ma znaczenie. Tutaj też pojawiają się zarzuty ze strony części opozycji. Były minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski mówi, że może należałoby pomyśleć o pomocy Frontexu – wewnętrznych służb unijnych odpowiedzialnych za bezpieczeństwo na granicach i pokazanie Polski jako kraju, który chroni wschodnią flankę UE.
W Warszawie jest siedziba agencji Frontex. Jesteśmy w stałym kontakcie z tymi służbami, których głównym zadaniem jest koordynacja i wymiana informacji. Za zarządzanie granicami zewnętrznymi UE odpowiedzialne są w pierwszej kolejności państwa członkowskie. Frontex jest czymś w rodzaju informacyjno – koordynacyjnego podmiotu, który w sytuacjach kryzysowych ułatwia wymianę informacji. Tam, gdzie państwo nie mogłoby sobie poradzić własnymi środkami i siłami, to wówczas jest też takim podmiotem, za pośrednictwem którego można poprosić inne państwa członkowskie o wsparcie. My w tej chwili, dzięki działaniu planowemu, konsekwentnemu, prewencyjnemu i działaniu z wyprzedzeniem jesteśmy w stanie tą sytuacją zarządzać w ramach własnych sił i środków. To jest doceniane w UE, że Polska tak sprawnie tym kryzysem zarządza. Dzisiaj, jeżeli nie ma takiej potrzeby, na co zwracam uwagę, to po co korzystać ze wsparcia instytucji europejskich, co znowu byłoby odczytane jako swego rodzaju element słabości, że Polska sobie nie radzi. Nie wahalibyśmy się, gdyby była taka potrzeba, żeby skorzystać z pomocy partnerów, bo oczywiście priorytetem jest bezpieczeństwo polskich obywateli w tej sytuacji. Jeżeli nie ma takiej potrzeby, to należy tę granicę zabezpieczać w ramach własnych sił i środków.
Jeszcze jeden argument, który padał przy wprowadzaniu stanu wyjątkowego w części województw podlaskiego i lubelskiego. Mam na myśli wojskowe ćwiczenia białorusko-rosyjskie. Strategiczne ćwiczenia „Zapad 2021”. Czy stan wyjątkowy jest także podyktowany tym, co za kilka dni zacznie się dziać na Białorusi? 10 września rozpoczynają się te ćwiczenia. Przeczytałem, że to są największe ćwiczenia wojskowe w Europie od 40 lat. Przyznam, że zadrżało mi serce, jak o tym usłyszałem.
To są wielkie manewry wojskowe. Kilkanaście tysięcy wojsk białoruskich, kilka tysięcy wojsk rosyjskich nie tak daleko od polskiej granicy. Ćwiczenia, w których ćwiczone scenariusze są scenariuszami, które z punktu widzenia Polski powinny zwracać uwagę i wzmagać czujność, że tak powiem w oględnych słowach. W tej sytuacji wprowadzenie stanu nadzwyczajnego w związku z tymi dwoma elementami – działaniami hybrydowymi, migracyjnymi, a także tych manewrów wydaje się szczególnie uzasadniony. Te planowane manewry też mają wpływ na podjęcie tych decyzji o stanie nadzwyczajnym.
Czy wystarczy stan wyjątkowy w tej sytuacji, skoro tak wielkie manewry się szykują? Czy z kolei z drugiej strony byśmy przesadzali? Jak oceniać te działania na wschodzie? Manewry są cykliczne, one się powtarzają co jakiś czas. To jest jedna strona medalu. Mamy także sytuacje z Gruzji, Ukrainy, gdzie przed agresją militarną Rosji także najpierw odbywały się manewry, które służyły temu, żeby zamaskować koncentrację wojsk. Na ile ta sytuacja jest poważna? Dysponujecie wiedzą dyplomatyczną i nie tylko na ten temat?
W Polsce stosunkowo rzadko wprowadza się stany nadzwyczajne. Dlatego już wprowadzenie na stosunkowo niewielkim obszarze, ale tym newralgicznym z punktu widzenia bezpieczeństwa, stanu nadzwyczajnego jest sygnałem, że państwo polskie bardzo poważnie traktuje kwestie tych zagrożeń, o których Pan wspomniał i zapewnienia bezpieczeństwa naszej wschodniej granicy. Pamiętajmy, że to zawsze muszą być działania dostosowane do wyzwań danego momentu. To muszą być też takie działania, które nie będą niosły nadmiernych uciążliwości z punktu widzenia obywatela. Tamtejsi mieszkańcy będą musieli liczyć się z pewnymi ograniczeniami w związku z wprowadzeniem stanu wyjątkowego. Będzie też przeprowadzona w trybie pilnym ustawa, która zapewni im odszkodowania z tego tytułu. To jest też konkretny koszt po stronie państwa polskiego, ale też oczywistość. Musimy tym mieszkańcom zrekompensować koszty tej szczególnej sytuacji. Trzeba zachować odpowiednio zdrowy rozsądek i balans pomiędzy zapewnieniem bezpieczeństwa, ale też wprowadzenia takich środków, które są dostosowane do wyzwań danego momentu.
Stan wyjątkowy jest adekwatny do tego, co się dzieje na naszej wschodniej granicy?
Tak. Stan wyjątkowy jest właśnie działaniem na tym etapie, które w kontekście prawnym umożliwia skuteczne działanie polskim służbom i zabezpieczenie naszej wschodniej granicy.