„Mała kwiaciarnia w Tokio”, autorstwa Yukihisa Yamamoto, przyciągnęła mnie spokojem i też okładką, która dobrze oddaje nastrój tej opowieści. To książka, która zaprasza, żeby na chwilę zwolnić. Skorzystałam z tej propozycji.
Trafiamy do niewielkiej tokijskiej kwiaciarni, gdzie pracę zaczyna Kikuko, młoda kobieta, która ma za sobą życie w ciągłym biegu i próbuje poukładać wszystko od nowa.
Książka składa się z ośmiu historii, zatytułowanych nazwami kwiatów, które niosą znaczenia zakorzenione w japońskiej tradycji hanakotoba. Jest tu magnolia, jako symbol godności i cichej nadziei, słonecznik mówiący o uwielbieniu, chryzantema o pamięci, a goździk o dojrzałej miłości. Każda z tych „kwiatowych” historii jest tak naprawdę spotkaniem z drugim człowiekiem.
Ucząc się języka kwiatów, Kikuko zaczyna rozumieć swoich klientów. Jedni przychodzą do kwiaciarni po radość, inni próbują poradzić sobie ze stratą, bólem, niedopowiedzeniem. Ktoś wybiera bukiet „na przeprosiny”, ktoś inny „na pożegnanie”. Kwiaty stają się tu językiem cichym, ale bardzo precyzyjnym.
Najmocniej wybrzmiewa tu uważność. Widoczna w drobnych gestach, np. podcięciu łodygi pod odpowiednim kątem, zmianie wody, poprawieniu gałązki. I też w sposobie patrzenia na drugiego człowieka. W przekonaniu, że nic nie musi wydarzyć się szybko, żeby miało znaczenie.
Ta książka nie potrzebuje wielkich zwrotów akcji. Jest cisza, zapach wilgotnej ziemi, światło wpadające przez szybę. Niewiele, a jednak wystarczająco, by znaleźć ukojenie.
„Mała kwiaciarnia w Tokio”, Yukihisa Yamamoto, Wydawnictwo Znak.