Prowadzi nie po atrakcjach, tylko po doświadczeniach. Są tu miejsca, których raczej nie znajdziemy w pierwszych wynikach wyszukiwania. Spokojne lokale w Islington, rękodzieło, ceramika, przestrzenie sztuki jak Sadler’s Wells. Londyn ukryty, bardziej lokalny niż turystyczny.
Podoba mi się, że kierunek zwiedzania wyznacza metro. To ono porządkuje miasto, trochę jak rytm, którym się poruszamy. W środku znajdziemy czytelne mapy, krótkie opisy, zdjęcia, które bardziej budują nastrój niż dokumentują. To na pewno nie jest książka do „przejrzenia”. Raczej do powolnego odkrywania.
I chyba właśnie dlatego zostaje w pamięci, bo przypomina, że miasto najlepiej poznaje się wtedy, kiedy przestaje się je gonić.
„Londyn. Mały atlas hedonistyczny” autorstwa Valentine Benoist i Laury Jalbert wydało Wydawnictwo Znak.