Mamy więc tu początek dobrze skrojonej historii kryminalnej, ale Camilla Grebe daje nam coś jeszcze. To, co mnie zaskoczyło i co w jakimś sensie wysuwa się chyba na pierwszy plan, to rodzina, której obraz jest – takie odniosłem wrażenie – nieco chropowaty. Czułem, że – chociaż bohaterowie żyją w dobrych warunkach, mają komfortowe życie w sensie materialnym, odnoszą sukcesy - to w tym wszystkim są dla siebie trochę obcy? A przy tym postaci te są niezwykle ciekawe i skonstruowane. Przecież Gabriela, bywalca salonów i uznanego pisarza, moglibyśmy spotkać wszędzie. Podobny zresztą wizerunek mężczyzny, może trochę bawidamka, za którym oglądają się kobiety, utrwala zresztą na miliony sposobów amerykańska kinematografia.
Wróćmy jednak do książki, która zdecydowanie jest dla tych, którzy rozsmakowują się w detektywistycznych opowieściach, bo tutaj każdy element układanki będzie się pojawiał stopniowo. A przy tym, mamy tu coś, co mógłbym chyba nazwać pewnym skandynawskim chłodem. Jakby autorka nakładała nam specjalne okulary, przez które widzimy ludzi i obrazy, będące bardziej stonowane, może senne.
Camilla Grebe jest uznaną szwedzką autorką, tłumaczoną na kilkadziesiąt języków i wielokrotnie nagradzaną. Ta literacka wędrówka do Szwecji może być dla nas ciekawym sposobem na spędzenie majówki - rzecz jasna, majówki z książką. Bo tę historię przeczytać warto. Książkę zaprezentowało wydawnictwo Sonia Draga.