Nieco wcześniej niż zwykle poznańska Orkiestra Kameralna Polskiego Radia "Amadeus" i Agnieszka Duczmal zaprezentowały się w niedzielnym koncercie w Auli UAM związanym z Międzynarodowym Dniem Dziecka. Wieloletnia tradycja umuzykalnienia, lecz przede wszystkim zabawienia dzieci w dniu inaugurującym czerwiec nie jest niczym zaskakującym. Ale tegoroczny pomysł koncertu "dziecięcego" okazał się tak nietypowy, że wzbudził kilka bardzo symbolicznych refleksji.
Orkiestra "Amadeus" powstała w 1968 roku i jak każda tego rodzaju organizacja ma ona w swej historii pokaźną listę byłych jej członków. Mówi się więc o kolejnych pokoleniach lub generacjach muzyków orkiestry, poniekąd zapominając o zjawisku stosunkowo częstym w świecie muzyki, a mianowicie o rodzinach, wręcz rodach muzycznych, twórczych i wykonawczych. Wystarczy przypomnieć sobie słynne rodziny lutnicze - twórców skrzypiec i innych instrumentów muzycznych, kompozytorskie, jak Bachów czy Straussów, wreszcie wykonawcze, by wspomnieć rodzinę Ojstrachów.
W niedzielne popołudnie wespół z "Amadeusem" i Agnieszką Duczmal wystąpiły... dzieci aktualnych członków orkiestry. Przypomnijmy w tym miejscu, że dzieci artystki od lat dzierżącej batutę "Amadeusa" są także muzykami, jedna córka jest dyrygentką, druga wiolonczelistką.
A zatem kolejna generacja Amadeusków? Może tak, może i nie, jednak z pewnością generacja uzdolnionych w tym konkretnym przypadku skrzypków, altowiolistów i wiolonczelisty. To właśnie ten ostatni, najstarszy, bo już 18-letni Adam, syn również wiolonczelisty orkiestry Macieja Mazurka, zaprezentował we fragmencie koncertu C-dur Josepha Haydna prawdziwy pazur muzyka, ekspresję i soczyste, interesujące brzmienie. Ale i pozostałe Amadeuski: Agnieszka Wojtowicz, Basia i Tomek Żołnierczykowie, Jan i Wiktor Bałabanowie oraz Marta Mazurek pokazali, że... dobre jabłka nie padają zbyt daleko od dobrych jabłoni.
Wyjątkową okazję do zaprezentowania swych możliwości młodzi soliści (w liczbie czterech) uzyskali w krótkim "ekologicznym" Koncercie Jurajskim obecnego na koncercie Sławomira Czarneckiego. Choć tytuł utworu sugeruje raczej czasy zamierzchłe, to w jego melodyce wyraźnie przebijały polskie motywy z gór.
Pointą muzyki od Józefa Ignacego Schnabla po Antonia Vivaldiego i wymienionych był żart muzyczny Amerykanina Leroya Andersona "Plink, Plank, Plunk" (1908-75), jeden z wielu tego mistrza, któremu wszystko grało, nawet... maszyna do pisania. A "Amadeus" tę pizzicatową etiudę zagrał z maestrią godną patrona orkiestry.
Andrzej Chylewski