NA ANTENIE: Serwis informacyjny
Studio nagrań Ogłoszenia BIP Cennik
SŁUCHAJ RADIA ON-LINE
 

Mistrzowskie menu - recenzja Ryszarda Glogera

Publikacja: 20.06.2025 g.13:01  Aktualizacja: 20.06.2025 g.13:17 Ryszard Gloger
Poznań
Zespół Little Feat nie należy do najbardziej rozpoznawalnych w naszym kraju. Nie używam słowa popularny, bo to w ogóle nie wchodzi w rachubę. Kiedy amerykańska grupa zawojowała rynek amerykański, były to czasy, gdy docierały do nas skąpe informacje o tym, co się dzieje w show biznesie za wielką wodą.
Little Feat „Strike Up The Band” - okładka płyty
Fot. okładka płyty

Spis treści:

    Na początku dekady lat 70-tych zespół Little Feat nie był kolejną efemerydą, która z jednym nagraniem wskoczyła na wysokie miejsca list przebojów. Wyrafinowana muzyka kapeli w ogóle nie dawała takich szans. Nie chodziło o zabłyśnięcie chwytliwą piosenką, lecz o zaskoczenie oryginalną koncepcją artystyczną. Przepustką dla zespołu stały się całe albumy, z muzyką będącą melanżem źródeł amerykańskich gatunków: bluesa, country, rocka. Ten ostatni składnik był fundamentem, na którym muzycy budowali swoje kompozycje. Liderem zespołu był gitarzysta i wokalista Lowell George, wcześniej zbierający doświadczenie w zespole Franka Zappy Mothers Of Invention.

    Płyty Little Feat i koncerty na dużych festiwalach, przez lata zapewniły grupie kultową pozycję. Pół wieku jakie minęło od premiery albumów „Dixie Chicken”, „Feats Don’t Fail Me Now” czy „Waiting For Columbus”. Nic nie było w stanie pozbawić takim płytom mocy oddziaływania. Ta muzyka się nie zestarzała, ponieważ jakość kompozycji, wysoki poziom wykonania i brzmienie ciągle są atrakcyjne dla współczesnego odbiorcy. Może nowa płyta kapeli, która ciągle jest aktywna, będzie okazją, żeby wrócić do dyskografii Little Feat i rozkoszować się tym dorobkiem.

    Od powstania zespołu minęły dekady, wspomniany lider Lowell George był pierwszym sternikiem, który wyznaczył zasadniczy kurs. Skład zespołu się zmieniał i niestety bardzo przerzedził. Z oryginalnego składu pozostał już tylko klawiszowiec i kompozytor Bill Payne. W 2024 roku po dłuższej przerwie Little Feat powrócił z płytą „Sam’s Place”. Poznaliśmy nowych „rozgrywających”, gitarzystę Scotta Sharrarda i wokalistę Sama Claytona. Zespół nagrał płytę bluesową, w większości złożoną z własnych wersji standardów. Słychać było muzykalność i potencjał instrumentalny poszczególnych muzyków. Pozostała taka refleksja, że weterani wyrafinowanego rocka nie odpuszczają.

    A tu dość niespodziewanie pojawiła się nowa płyta „Strike Up The Band”. Stało się jasne, że poprzedniczka była wstępem, przymiarką, do tego co proponuje zespół w 2025 roku. Po pierwsze na ostatniej płycie poznajemy 13 premierowych kompozycji, które wyszły spod rąk członków zespołu. Najbardziej kreatywny zdaje się być gitarzysta Scott Sharrard, który wniósł 4 autorskie utwory oraz kilka innych jako współautor. Nadal ważny głos kompozytorski zapewnia pianista Bill Payne. Jeden z utworów „Bayou Mama” Payne skomponował wspólnie z Charlie Starrem z zespołu Blackberry Smoke. Reszta muzyków Little Feat też maczała palce w przygotowaniu repertuaru płyty. Co istotne, materiał jest barwny, zróżnicowany, lecz także bardzo jednorodny jak na stylistykę zawsze charakteryzującą Little Feat. Zespół pozostał wierny ogólnemu brzmieniu wypracowanemu przez lata. Nigdy nie forsował typowego uderzenia rockowego rytmu.

    W przypadku Little Feat muzykę napędzało to cudowne rozkołysanie, granie na luzie lub wręcz intensywność rytmiki funky. Używając terminologii piłkarskich w Little Feat, nigdy nie było jednego napastnika. Solówki krążyły pomiędzy instrumentalistami, co na koncertach wprowadzało element zabawy i wewnętrznego ruchu. Na płycie „Strike Up The Band” wszyscy muzycy śpiewają, raz solo, kiedy indziej w chórkach. A propos chórków, w tytułowym utworze dochodzą żeńskie głosy duetu Larkin Poe. W kilku utworach wykorzystano sekcję dętą i wtedy Little Feat brzmi jak jeden z tych rasowych bandów lat 70-tych, kiedy dęciaki były nową jakością w kręgu rockowej muzyki. Wspominałem już jak barwna jest ta nowa propozycja zespołu, słychać wątki nurtów TexMex, stylu luizjańskiego, a nawet wycieczki w stronę jazzu. Jedną z najlepszych kompozycji jest ballada „When Hearts Fall”.

    Ten krążek uświadamia słuchaczowi jak wyjątkowa jest ta kapela i z jak wysokiej klasy muzykami możemy przeżyć lekko ponad godzinę, pełni zachwytu i pozytywnych emocji.

    https://radiopoznan.fm/n/DIckpi