NA ANTENIE: HAZARD/RICHARD MARX
Studio nagrań Ogłoszenia BIP Cennik
SŁUCHAJ RADIA ON-LINE
 

Z drugiej strony tęczy - recenzja Ryszarda Glogera

Publikacja: 10.04.2026 g.13:01  Aktualizacja: 10.04.2026 g.10:43 Ryszard Gloger
Poznań
Gdy kariera muzyczna obejmuje blisko 60 lat, teoretycznie artysta powinien być dobrze znany, rozpoznany, ceniony i hipotetycznie popularny. Na okładce płyty z nazwiskiem Mike Finnigan umieszczono naklejkę z kilkoma nazwiskami, które - jak sądzę - bardziej się kojarzą: Stephen Stills, Smokey Robinson i Joe Bonamassa. Któż to jest ów Mike Finnigan firmujący płytę, bez żadnego tytułu? A może jednak samo nazwisko powinno wystarczyć i dlatego tytuł był zbędny?
Mike Finnigan "Mike Finnigan" - okładka płyty
Fot. okładka płyty

Spis treści:

    Kto słucha muzyki z pewnym zaangażowaniem i ma wyrobiony smak, na grę Mike’a Finnigana musiał natrafić wielokrotnie. Na scenie lub w studiu nagrań uczestniczył w tworzeniu muzyki największych gwiazd. Byli to m.in. Leonard Cohen, Cher, Rod Stewart, Manhattan Transfer, Bonnie Raitt, Tracy Chapman, Buddy Guy i wielu innych. O takich postaciach mówi się zwykle, że to część historii muzyki popularnej. Ważna część.

    Mike Finnigan urodził się na północy USA, w stanie Ohio, lecz jego młodość w latach 50-tych upłynęła w rytmie rhythm and bluesa, rock and rolla i soulu. Wprawdzie na University Of Kansas brylował jako koszykarz, lecz jeszcze bardziej kręciły go piosenki Fatsa Domino, Chucka Berry’ego i Ray’a Charlesa. Grał na fortepianie, a zakochał się w brzmieniu organów Hammonda. Klawiszowiec założył zespół The Serfs, a parę lat później uczestniczył w słynnej sesji nagrań Jimiego Hendrixa na album „Electric Ladyland”. Dla młodego muzyka otworzyły się bramy kariery i wkroczył do elektryzującej krainy z energią i niespotykaną inwencją.

    Po tej przydługiej dygresji wracam do nowej płyty Mike’a Finnigana. Niestety to dzieło wydane 5 lat po śmierci muzyka. Miał 76 lat. Zaskoczenie, smutek i podziw mieszają się po wysłuchaniu 11 piosenek. Okazuje się bowiem, że artysta był nie tylko znakomitym instrumentalistą, lecz godnym podziwu wokalistą. Zawsze w cieniu innych śpiewających solistów, dysponował dobrymi warunkami głosowymi i miał niebywałe zacięcie do śpiewu soulowego.

    W nagraniu „She’s Not Just Another Woman” można mieć wrażenie, że słuchamy Joe Cockera. Mike Finnigan nagrał utwory autorstwa znamienitych kompozytorów takich jak Curtis Mayfield, Merle Haggard, Smokey Robinson i Curtis Salgado. Już pierwszy utwór na płycie „20 Years Of B.B.King” wyznacza zakres gatunkowy muzyki. Słuchamy rewelacyjnej mieszanki bluesa, soulu i funky. Chociaż instrumenty klawiszowe - a zwłaszcza organy Hammonda - są wyeksponowane w nagraniach, bogata instrumentacja jest kolejną atrakcją krążka.

    W utworze „Don’t Answer The Door” rasowe brzmienie big bandu, wiele mówi o kreatywności i dźwiękowej wyobraźni Mike’a Finnigana. Nasycony synkopami jest utwór „My Credit Didn’t Go Thtough”. To zasługa przede wszystkim sekcji rytmicznej, w której mienią się nazwiska Josh Sklar, Bob Glaub, James Gadson. Ciekawe partie solowe w kilku innych utworach prezentują gitarzyści Joe Bonamassa i Dean Parks oraz saksofonista Ron Dziubla. Wśród kilku tematów bluesowych wyróżnia się „It Ain’t Fair” z ekspresyjnym wokalem, sekcją dętą i chórkiem. W kilku nagraniach pojawia się wokalne wsparcie Stephena Stillsa, Smokey’a Robinsona i Curtisa Salgado.

    Zestaw utworów jest tak dobrany i pociągający, że płyty słucha się od początku do końca z niesłabnącą przyjemnością. Muzyka Mike’a Finnigana jest ponadczasowa i pozostanie z nami na długo.

    https://radiopoznan.fm/n/SU7QtC
    KOMENTARZE 0