Sprzedawali tabletki aborcyjne
Czy kontrole żywności są wystarczające? Kto sprawdza producentów, a kto to, co sprzedają sklepy? Czy to dziennikarze histeryzują czy klienci godzą się na bylejakość? Czy istnieje system kontroli, który skutecznie wyeliminuje oszustów z rynku? Czy klienci sami mogą się bronić przed kupowaniem niezdrowych jedzeniowych bubli?
Była już sól drogowa zamiast soli spożywczej,
susz ze zgniłych i starych jaj, padlina w kiełbasach, konina w wołowinie - to
najgłośniejsze afery spożywcze z ostatniego czasu w Polsce. Ale pamiętamy też - wykryte przed media - przypadki "odświeżania" wędlin. Co się dzieje z jakością naszego
żywienia? Czy coraz łatwiej oszukać klientów i wcisnąć im bubel? Czy też to
klienci godzą się na bylejakość? 
Czy media, informując regularnie o przekrętach z żywnością przesadzają? Czy już przyzwyczailiśmy się do tego, że współczesna żywność błyskawicznie traci na jakości? Coś trzeba jeść, jakość to będzie - mówi wielu. Nie wszyscy z nas mogą mieć zaprzyjaźnionego rolnika i brać żywność z jego gospodarstwa. Zakupy w sklepach są nieuniknione. Czy kupujemy "z głową?
Ile razy zdarzało się Państwu reklamować żywność, oddać nieświeże mięso lub podejrzaną wędlinę? Czy są Państwo dociekliwi podczas zakupów i chcecie wiedzieć skąd jest i jaki ma skład kupowany produkt? Czy możemy uniknąć oszukanego jedzenia?
Na rynek nie powinna trafiać zafałszowana żywność. To zadanie dla kontrolerów. Czy system kontroli artykułów spożywczych jest szczelny? Tak - zapewnia Waldemar Wilczyński z Wielkopolskiej Inspekcji Handlowej. Jego słowa brzmią uspokajająco. Gdyby tych kontroli nie było, nie byłoby wykrytych afer. Kontrolowani są sami producenci mięsa i wędlin. Lesław Szabłoński z Wielkopolskiego Inspektoratu Weterynaryjnego wyjaśnia, że kontrolerzy sprawdzają czy zwierzęta nie były np. karmione zbyt dużą ilością chemii. Ale czy inspektorzy przeprowadzają je uczciwie?
To
kontrolerzy, a nie klienci, wykrywają afery z żywnością. Tak jak w niedawnym przypadku wykrycia
koniny w mielonym mięsie wołowym. Szkodliwa pewnie nie jest, ale dodanie końskiego mięsa to mięsa krowy jest oszustwem. Jak mogło dojść do
takiej sytuacji jak w zakładzie w Białej Rawskiej, gdzie do wędlin dodawano
mięso niewiadomego pochodzenia, od zwierząt chorych i padłych? Skąd się bierze
taka pewność producentów, że można oszukiwać? Dlaczego w tym przypadku fałszerstwa i zagrożenia nie wykryli inspektorzy weterynaryjni? Dwóch z nich zawieszono nawet w obowiązkach?
Dorota Balińska-Hajduk z Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych przyznaje, że producenci wybitnie unikają prawdy na etykietach. Inspekcja kontroluje rocznie ponad 7 tysięcy zakładów produkcyjnych. Na czym najczęściej chcą nad oszukiwać producenci? Tak naprawdę na rynku żywności trwa wyścig między kontrolerami a producentami. Najsurowszą karą dla nieuczciwego producenta nie są kary pieniężne, ale nie dopuszczenie towaru do obrotu i upublicznienie tej wiadomości.
Na smak jedzenia często wpływ mają właśnie wzmacniacze smaku. Tu bez wątpienia króluje glutaminian sodu czyli E621. Znajdziemy go w zupach w proszku, przyprawach czy konserwach. Co powoduje glutaminian sodu? Lista jest naprawdę długa. Substancja ta jest uzależniająca, powoduje uczucie głodu, nadmierne pocenie się, uszkadza wzrok, powoduje nadciśnienie, otyłość, problemy z sercem, a nawet nowotwory węzłów chłonnych. Pozostałe wzmacniacze smaków są już mniej szkodliwe. Jak więc jeść zdrowo? Coraz częściej mamy już dostęp do całego pakietu dobrych rad, ułatwiających dobry zakup, zdrowego jedzenia. Na co powinniśmy zwracać uwagę kupując na przykład mięso?
Przede wszystkim na zapach. Mięso powinno pachnieć neutralnie, ewentualnie kwaskowo. Jeżeli poczujemy słodycz, a nawet stęchliznę, zrezygnujmy z zakupu. Jeżeli chodzi o kolor, to sine plamy niekoniecznie muszą oznaczać zepsucie, chociaż oczywiście jest to wskazówka, że mięso leży już w lodówce jakiś czas.Jeśli chodzi o czas, to zależność przy mięsie jest taka, że im dłużej krowa czy świnia dorastają, tym ich mięso jest smaczniejsze. Oczywiście w przemysłowych hodowlach czas ma ogromne znaczenie, bo im szybciej zwierze osiągnie swoją masę, tym szybciej będzie można je sprzedać. Żeby przyspieszyć wzrost zwierzętom podaje się antybiotyki lub tak jak w przypadku drobiu sterydy.
Dziś w hodowli dominuje model skoncentrowanego karmienia zwierząt. Zwierzęta zamknięte w małych zagrodach. Jedzenie i woda dostarczane są mechanicznie. Zwierzęta w klatkach nie mogą się za bardzo poruszać. U części z nich brak ruchu powoduje zwyrodnienie mięśni. Wpływa na to dodatkowo wysokobiałkowa dieta i hormony powodujące gwałtowny wzrost. Bydło i trzoda chlewna jedzą głównie pasze: kukurydzę, soję i zboża. Oczywiście nie trzeba nikogo przekonywać, że to nie jest naturalna dieta, która może u zwierząt powodować problemy trawienne. Dodatkowo ich dieta jest bogata w białko, dostają też białko w proszku. Karmienie roślinożernych zwierząt preparatami zwierzęcymi powoduje różne choroby - między innymi chorobę wściekłych krów. Ludzi atakuje choroba Creutzfeldta-Jakoba.
Żeby zwierzęta nie chorowały karmione są również lekami, czy hormonami. Kurczaki dostają też czasami arszenik - żeby zabić pasożyty, które żyją w ich wnętrznościach. Hormonami wzrostu karmione są także inne zwierzęta, np. uchodzące za zdrowe i polecane przez lekarzy - ryby.
Czy możemy się ochronić przed fałszowaną żywnością? Czy można zatrzymać proces błyskawicznego psucia się polskiej żywności? Dlaczego zamiast pachnących szynek dostajemy ociekające wodą i chemikaliami wyroby szynkopodobne? Zapraszamy do dyskusji w internecie i na antenie!