Czy będzie referendum w Poznaniu? PiS stawia sprawę jasno
Za najlepszą uznano ofertę firmy Stadler Polska. Warunki przedstawione przez polski oddział szwajcarskiego producenta okazały się korzystniejsze niż propozycje bydgoskiej Pesy i nowosądeckiego Newagu.
Ponieważ oferta była droższa od zakładanego budżetu, sejmik musiał wyrazić zgodę na jego zwiększenie. Przysłuchiwaliśmy się debacie poprzedzającej głosowanie.
Radny Prawa i Sprawiedliwości Adam Bogrycewicz grzmiał, że przekazanie tak dużego zamówienia zagranicznej firmie to stracona szansa dla polskiego przemysłu i niepotrzebny wydatek.
Newag oferuje tańsze pojazdy. Różnica to 85 milionów złotych. To koszt budowy całego wiaduktu w Nowym Tomyślu
– mówił.
Wyznaczyliśmy kryteria przetargu i musimy się ich trzymać. Każdy producent miał równe szanse
– odpowiadał wicemarszałek odpowiedzialny za kolej Wojciech Jankowiak.
Przetarg nie kieruje się emocjami ani pozamerytorycznymi przesłankami
– tłumaczył.
Decydujący okazał się nie koszt zakupu, lecz czas dostawy. Stadler Polska zadeklarował dostarczenie 10 pociągów w niespełna dwa lata od podpisania umowy. Newag proponował realizację w 38 miesięcy, a Pesa w 42.
"To dobre rozwiązanie" – ocenia dr Michał Beim z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.
Pesa dostarczyłaby te pojazdy za cztery lub pięć lat. W tym czasie przepełnione pociągi zniechęcałyby ludzi do kolei.
Po burzliwej debacie radni zgodzili się na zwiększenie budżetu. Jeśli wykonawca wywiąże się z warunków kontraktu, a samorząd znajdzie dodatkowe środki, zamówienie może zostać rozszerzone o kolejne 10 pociągów.