Twierdził, że jej dyrektor najpierw zgodził się na współpracę, a potem wycofał się z obietnicy. Mężczyzna był zdesperowany - jest niepełnosprawny, nie dostał renty od ZUS, od kilku miesięcy nie ma za co żyć, a przygotowaniom do działalności w Palmiarni poświęcił prawie rok.
Jego protest w urzędzie trwał kilkanaście godzin. W środę rano, po rozmowach z psychologami i urzędnikami zgodził się opuścić gmach dobrowolnie. Zgodnie z daną mu wówczas obietnicą, dziś urzędnicy spotkają się z nim by znaleźć rozwiązanie jego problemów. W rozmowie ma też wziąć udział prawnik Poznańskiej Palmiarni i pracownicy Punktu Interwencji Kryzysowej.