Dwie tafle lodu oddalone od siebie o 18 kilometrów i jedno zasadnicze pytanie: czy to jeszcze rozwój sportu, czy już lokalna konkurencja o łyżwiarzy? Problemem jest brak zaplecza wyczynowego – żadne z tych miast nie ma klubu hokejowego na poziomie ligowym ani silnych tradycji łyżwiarskich.
18 kilometrów to zaledwie 15–20 minut jazdy samochodem. W praktyce oba obiekty mogą konkurować o tych samych klientów: szkoły, dzieci czy uczestników ferii zimowych. Łącznie obie gminy liczą 50–60 tysięcy mieszkańców. Jedno lodowisko może funkcjonować jako lokalna atrakcja, ale dwa oznaczają ryzyko kanibalizacji popytu – zamiast jednego w pełni obłożonego obiektu, powstaną dwa średnio wykorzystane.
W scenariuszu optymistycznym – tak, pod warunkiem zróżnicowania oferty. Jedno lodowisko mogłoby skupić się na szkoleniach i treningach, drugie na rekreacji i wydarzeniach. Współpraca między gminami jest rzadka, ale możliwa.
W scenariuszu pesymistycznym jeden obiekt zacznie odbierać klientów drugiemu, co doprowadzi do presji cenowej i rosnących dopłat z budżetów samorządów.
Oba obiekty mają być kryte i całoroczne, z możliwością przekształcenia w boiska lub rolkowiska.
Koszt lodowiska w Szamotułach to około 8 mln zł, z czego 3 mln pochodzi z rządowego dofinansowania. Obiekt w Obornikach ma kosztować około 10 mln zł, a dotacja wyniesie ponad 4 mln zł. Łącznie, w odległości 18 km, na podobne inwestycje zostanie wydanych od 17 do 19 mln zł.