Do późnej nocy w Pobiedziskach Letnisku służby usuwały niewielkie urządzenie z drzewa.
Trzeba było sprawdzić, czy nie ma zagrożenia, bo z drona wydostała się nieznana substancja.
Zawieszony na drzewie przy szkolnym boisku dron zaniepokoił mieszkańców okolicznych domów.
- Patrzyłem, czy ciągle się świeci. Nie odlatywał i cały czas na tym drzewie wisiał.
- Do godziny 4.00 nie spałam, bo się bałam. Patrzyłam, czy już to wyłączyli, czy nie. Straż, policja - wszyscy tu byli
- mówili mieszkańcy.
- Urządzenie postawiło na nogi służby - przyznaje burmistrz Pobiedzisk Ireneusz Antkowiak.
Malutki dron wyglądający niemalże na zabawkę. Budzi to dziś niepokój, bo żyjemy w czasach, w których ciągle słyszymy o dronach, które mają zupełnie inne zamiary, dlatego nie bagatelizujemy tego. Ale ten nie ma żadnego związku z atakiem i sabotażem
- dodaje burmistrz Pobiedzisk.
Jak zapewnił rzecznik wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak, substancja, która wydostała się z drona, nie była niebezpieczna.