W sobotę będziemy obchodzić Narodowy Dzień Pamięci o Polakach - ofiarach ludobójstwa Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) i Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA).
W piątek z tej okazji w Poznaniu odbyły się oficjalne uroczystości. W krużgankach klasztoru ojców dominikanów - po mszy - odczytano apel poległych i złożono kwiaty przed pamiątkową tablicą. Wśród uczestników obchodów była Irena Stefańska-Frąckowiak. Na Wołyniu Ukraińcy zamordowali jej ojca. Ich rodacy pomogli w ucieczce jej, matce oraz babci.
To był tylko pożar i zgliszcza. Wszystko było zniszczone. Rodzice zaprzyjaźnieni byli z sąsiadami, którzy byli Ukraińcami. Syn tego pana był w lesie i zabijał, a oni byli bardzo życzliwi mojej mamie. I oni wywieźli mamusię w stogu siana. Wywieźli mamę, babcię i mnie
- wspomina Irena Stefańska-Frąckowiak.
Wiceprezes Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowowschodnich Igor Megger przyznaje, że tegoroczne obchody mają wyjątkowe znaczenie. Liczy, że decyzje prezydentów Polski i Ukrainy nie wpłyną na trwałe pogorszenie relacji między narodami.
Żeby to nie zaszkodziło tym stosunkom i żeby nie wstrzymano ekshumacji. Liczymy, że polskie i ukraińskie władze ustalą wspólną linię wobec tych wydarzeń
- mówił Igor Megger.
W 2016 roku Sejm RP ustanowił 11 lipca Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów. W ustawie wskazano, że w latach 1939–1946 zamordowano ponad 100 tysięcy Polaków. W sobotę dla uczczenia ich pamięci ulicami Poznania przejdzie marsz milczenia. Pochód wyruszy o godz. 17 sprzed kościoła oo. Dominikanów.