"Warto sobie przypomnieć, kto jest wrogiem". Wiceszefowa MON po ataku rosyjskiego drona
„System sztucznej inteligencji śledzi nasz każdy ruch” – mówi pan Mikołaj, który od 5 lat jeździ po Poznaniu za pośrednictwem aplikacji Uber.
Nie wiesz tak naprawdę, ile zarobisz za dany przejazd. Aplikacja pokazuje ci daną kwotę, dojeżdżasz na miejsce, ta dana kwota zmienia się na niższą. Gdy w godzinach szczytu miałem jechać w okolice Czapur, Wir z ulicy Bułgarskiej w Poznaniu, aplikacja pokazała mi kwotę około 60 złotych. Gdy dojechałem na miejsce, dostałem 34 złote.
Protestujący podejrzewają, że aplikacja obniża wynagrodzenie, gdy kierowca nie jedzie trasą wyznaczoną przez system. „Jesteśmy ofiarami tego algorytmu” – mówi Tomasz Wójcik ze Stowarzyszenia Kierowców Aplikacji, które koordynuje pozew w Polsce.
Warto o to walczyć, tu w Polsce nic nie szło zdziałać. Więc cieszymy się, uznaję to za sukces Stowarzyszenia, że udało się nam połączyć z tymi organizacjami z Zachodu.
Uczestnicy protestu domagają się od Ubera odszkodowania oraz przestrzegania przepisów RODO. Jak przyznają kierowcy, wielu z nich zrezygnowało z korzystania z aplikacji Ubera i przeniosło się do innych firm. Formularze zgłoszeniowe wypełnili już kierowcy m.in. z Holandii, Francji i Wielkiej Brytanii.
W oficjalnym oświadczeniu Uber kategorycznie odrzuca oskarżenia, podkreślając, że „kierowcy widzą swoje zarobki i miejsce przejazdu, zanim zdecydują się na jego akceptację. Zdecydowana większość całkowitych opłat nadal trafia tam, gdzie ich miejsce – do kieszeni kierowców”.