Feralnego dnia oskarżona wyjeżdżała autobusem z pętli na Górczynie i na przejściu śmiertelnie potrąciła 43-latkę. Dziś asesor sądowy Mateusz Kosmowski mówił, że Joanna K. nie zachowała szczególnej ostrożności, ale działała nieumyślnie.
Gdyby oskarżona miała możliwość cofnąć czas, nie mam wątpliwości, że ten czas, by cofnęła i tej sytuacji zapobiegała. Sąd nie ma wątpliwości, że oskarżona, jak sama mówiła, kochała swoją pracę, ona za kierownicę autobusu prawdopodobnie do końca życia już nie wsiądzie, a to z uwagi na silny uraz psychiczny i na to, jak bardzo ta tragedia oskarżoną wstrząsnęła
- mówi Mateusz Kosmowski.
Oskarżona była doświadczonym pracownikiem MPK z 14-letnim stażem. W sądzie broniła się, że piesza znalazła się w tak zwanym "martwym punkcie", że przez słupek konstrukcyjny w autobusie jej nie widziała. Obrońca Joanny K. mówiła o "wyjątkowo nieszczęśliwym zbiegu okoliczności". Oskarżona dziś w ostatnim słowie nie była w stanie niczego powiedzieć, płakała.
Oskarżona wiedziała, że wyjazd z pętli jest problematyczny - mówi asesor sądowy Mateusz Kosmowski.
Ten martwy punkt możliwy byłby do wyeliminowania w ten sposób, że pani kierująca wychyliłaby się, rozejrzałaby się w sposób bardziej skrupulatny, czy na tych pasach nikt się nie znajduje. Tego feralnego dnia, kiedy doszło do tej tragedii, po prostu tego elementu sprawdzenia, upewnienia zabrakło
- mówi Kosmowski.
Biegli uznali, że piesza nie przyczyniła się do wypadku. Co prawda miała przy sobie słuchawki, ale zdaniem świadków przechodziła przez pasy spokojnie. Po potrąceniu przez autobus, dostała się pod pojazd. Obrażenia były tak duże, że mimo reanimacji nie udało się jej uratować.
Oskarżona przez cztery lata nie będzie mogła prowadzić żadnych pojazdów. Wyrok nie jest prawomocny. Zarówno pełnomocnik rodziny ofiar, jak i prokurator zapowiedzieli, że po zapoznaniu się z pisemnym uzasadnieniem wyroku zdecydują, czy będą się odwoływać.
Mąż kobiety, która zginęła na pasach nie chciał komentować wyroku. Prokurator chciał, by kobieta zapłaciła mu 10 tysięcy złotych nawiązki, ale sąd tych pieniędzy mu nie przyznał, bo oddzielnie toczy się postępowanie cywilne o odszkodowanie.